niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 50: EPILOG

Kathe POV

Zachichotałam kiedy Justin jęknął ponieważ uderzył łokciem w drzwi przenosząc mnie prze próg.
-Proszę się ze mnie nie śmiać Pani Bieber.-mruknął i pocałował mnie w szyje a ja uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
W ciągu ostatnich 12 godzin, odkąd powiedzieliśmy sobie TAK Justin nazywa mnie panią Bieber, najczęściej jak się da i śmiało mogę powiedzieć, że to kocham.
Powoli zaczął wchodzić ze mną po schodach uważając przy tym aby się nie potknąć o żaden schodek.
Kiedy znaleźliśmy się w sypialni położył mnie ostrożnie na łóżku i zawisnął nade mną uśmiechając się szeroko.
-Jak się czujesz jako moja żona?-zapytał składając lekki jak piórko pocałunek na mojej szyj.
-Wspaniale. A ty jak się czujesz jako mój mąż?
-Wspaniale. Jestem najszczęśliwszym mężczyzną na całym świecie i w końcu doczekałem się dnia kiedy będę mógł mieć do ciebie pełne prawo.
Zachichotałam i pocałowałam go lekko w usta.
-Powiesz mi w końcu gdzie się jutro wybieramy?-zapytałam uśmiechając się słodko.
Walizki czekały już na nas spakowane i gotowe do drogi, tylko że ja nie miałam pojęcia dokąd się wybieramy. Miałam wrażenie, ze wszyscy coś wiedzą, tylko nie ja.
-Mówiłem już kochanie, to niespodzianka.
Przewróciłam oczami. Naprawdę jeśli myślałam, że wycisnę coś z tego chłopaka to ogromnie bardzo się myliłam.
-To chociaż powiedz na ile mnie wywozisz.-pocałowałam go w policzek.
-Dowiesz się wszystkiego jutro. Musimy wcześnie wstać, a teraz wybacz, ale chce nacieszyć się swoją żoną.-zaczął całować moją szyje, co oznaczało że nasza rozmowa dobiegła końca.
Odchyliłam głowę dając mu większy dostęp do mojej szyj.



Mruknęłam niezadowolona kiedy w pokoju rozniósł się piskliwy dźwięk budzika.
Otworzyłam jedno oko i wyłączyłam budzik spoglądając na niego.
Była 5:00 co oznaczało że musimy wstać, jeśli chcemy zdążyć na samolot...dokądkolwiek.
Ziewnęłam i wróciłam do mojej wcześniejszej pozycji przytulając się do Justina.
Złapałam jego ramie i potrząsnęłam nim lekko, próbując go obudzić. W odpowiedzi dostałam jedynie ciche chrapnięcie.
Zachichotałam.
-Justin musimy wstać. No dalej.-potrząsnęłam nim ponownie.
Mruknął coś niezrozumiałego pod nosem i przyciągnął mnie bliżej siebie.
Jęknęłam ponieważ jego ramiona obejmowały mnie naprawdę mocno.
-No Bieber, podnoś tyłek. Sam mówiłeś, że nie możemy się spóźnić.-powiedziałam już nieco głośniej i mocniej potrząsając jego ramieniem.
Otworzył jedno oko i spojrzał na mnie uśmiechając się lekko.
Oblizał usta a mój wzrok od razu spoczął w tym miejscu.
Zagryzłam wargę, chcąc go pocałować, ale powstrzymałam się bo naprawdę moglibyśmy się spóźnić.
Usłyszałam jego cichy chichot. Spojrzałam na niego z podniesionymi brwiami.
-Zdążysz się mną nacieszyć. Mamy przed sobą całe życie, kochanie.-cmoknął mnie szybko w usta i wyszczerzył się.
Zaczerwieniłam się i odwzajemniłam uśmiech.
-No nic, pora wstawać.-mruknął i odwinął ręce z mojego ciała a następnie rozciągnął się.
Podniósł się na łokciach i zsunął nogi z łóżka a następnie wstał.
Zaczerwieniłam się kiedy zobaczyłam jego nagie pośladki.
Może i jesteśmy razem już jakiś czas, ale naprawdę nie przyzwyczaiłam się jeszcze do takich widoków, chodź nie powinnam narzekać.
Zaczęłam bawić się swoimi idealnymi paznokciami.
Usłyszałam śmiech Justina i nie musiałam spoglądać na niego żeby wiedzieć, że śmieje się ze mnie.
-Kochanie, to naprawdę nie jest nic czego wcześniej byś nie widziała.
-Wiem.-mruknęłam owijając się kołdrą i również wstając z łóżka.
Weszłam do garderoby ciągnąc za sobą materiał i zaczęłam rozglądać się za jakimiś ubraniami, ale zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia co mam założyć, bo nie wiem gdzie się wybieramy.
-Justin...-jęknęłam a chłopak sekundę później pojawił się w drzwiach w samych bokserkach.-Nie mam pojęcia co mam na siebie założyć.-dokończyłam
-Możesz założyć nawet worek a i tak będziesz wyglądać ślicznie.-wyszczerzył się.
-Przestań. Mówię poważnie.-mruknęłam wydymając wargę. Pomimo że to było słodkie, naprawdę chce żeby w końcu coś mi powiedział.
-Przez Ciebie stałem się ckliwym frajerem, ale i tak masz to w dupie.-burknął wychodząc do pokoju.
Obróciłam się w stronę gdzie jeszcze chwile temu stał i wpatrywałam się w to miejsce z otwartymi ustami.
Nie chciałam, żeby tak to przyjął.
Wyjęłam szybko z szafki jakąś koszulkę Justina i założyłam ją na siebie.
Wróciłam do pustego pokoju i odłożyłam na łóżko kołdrę. Podeszłam do drzwi od łazienki pukając w nie.
-Justin...-zaczęłam ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi.
Do cholery przecież mogę tam wejść, w końcu jest moim mężem.
Swoją drogą całkiem szybko zaczynamy. Już w pierwszy dzień kiedy jesteśmy małżeństwem, zaczynamy się kłócić.
Nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka.
Justin stał przed umywalką z maszynką w dłoni i golił policzek.
Podeszłam do niego i przytuliłam się do jego pleców.
Chłopak nie zareagował. Jakby wcale mnie tam nie było.
Zignorowałam małe kłucie w okolicy serca i przytuliłam policzek do jego pleców.
-Justin naprawdę nie chciałam żebyś tak to przyjął. Nie mam cie w dupie. Obchodzisz mnie i to cholernie mocno. Ciesze się że w jakimś stopniu zburzyłam mur który wokół siebie wybudowałeś, i stałeś się słodkim, kochanym, troskliwym chłopakiem, moim mężem. Kocham Cię Najbardziej jak się da, jesteś całym moim Światem, kochanie.-pocałowałam jego plecy.
Usłyszałam jak wzdycha i odkłada maszynkę na bok.
Ściągnął moje dłonie ze swojego brzucha i obrócił się w moim kierunku.
-Przepraszam. Przesadziłem.-mruknął i przytulił mnie do swojej nagiej klatki piersiowej.
Z chęcią się w niego wtuliłam.
-Też cię kocham. Cholernie mocno. Oddałbym życie za ciebie, gdyby była taka potrzeba.-pocałował mnie w głowę a ja się skrzywiłam, przypominając sobie Justina na łóżku szpitalnym.
-Musimy się przygotować.-cmoknął mnie w czoło i odsunął się kończąc golenie.
Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową.
Wyszłam z łazienki i wróciłam do garderoby.
Wyjęłam czarną koronkową bieliznę, czarne rurki oraz białą koszulkę z napisem i szarą rozpinaną bluzę a do tego czarno białe Nike.
Weszłam do łazienki w której przebywał jeszcze Justin i najwyraźniej szykował się do wzięcia prysznica.
Odłożyłam swoje rzeczy gdzieś na bok, czekając na swoją kolej.
Justin rozumiejąc moje zamiary, przyciągnął mnie do sobie za koszulkę.
-Możesz wziąć prysznic razem ze mną, jeśli chcesz. Szybciej się wyrobimy i zaoszczędzimy wodę. Co ty na to?
-Okay.
-Świetnie.-uśmiechnął się i chwycił za końce mojej koszulki i następnie zdjął ją ze mnie.



Siedziałam właśnie w prywatnym samolocie wynajętym przez Justina.
Zapięłam pasy ponieważ za minute mieliśmy startować.
Spojrzałam na siedzącego obok mnie Justina i uśmiechnęłam się do niego.
Zmarszczyłam brwi chyba po raz setny w ciągu tych kilku minut kiedy w zasięgu mojego wzroku znalazła się brązowowłosa stewardesa.
Przeszła obok nas i spojrzała na Justina rumieniąc się.
Chwyciła za pasemko swoich włosów i zakręciła je na palcu.
Miałam ochotę wstać i walnąć ją czymś naprawdę twardym.
Kątem oka zauważyłam że Justin spojrzał w tym samym kierunku w który ja patrzyłam. Dziewczyna zauważając że Justin na nią patrzy zachichotała i zniknęła w drugim pomieszczeniu.
To nic że zaraz startujemy, trzeba załatwić to raz a porządnie.
Odpięłam pas i wstałam.
Justin złapał moją dłoń, zatrzymują mnie.
-Gdzie idziesz?-zapytał marszcząc brwi.
-Zaraz wracam.-pocałowałam go w usta i ruszyłam w kierunku drzwi za którymi zniknęła ta głupia dziewucha, która najwyraźniej nie wie że Justin jest już zajęty, lub wie i ma to głęboko.
Otworzyłam drzwi i zamknęłam je za sobą rozglądając się na dziewczyną.
Zauważyłam ją opierającą się o mały stolik i rozmawiającą z drugą stewardesą o wiele bardziej znośną.
-Chciałabym z panią porozmawiać.-mruknęłam.
 Dziewczyny obróciły głowy w moją stronę, zdziwione moją obecnością.
-Ze mną?-zapytała szatynka wskazując na siebie palcem.
Kiwnęłam głowa i spojrzałam wymownie na dziewczynę stojącą obok niej, prosząc ją tym aby wyszła, co najwyraźniej zrozumiała.
-Chce z tobą wyjaśnić pewną sprawę.-mruknęłam i spojrzałam na plakietkę z jej imieniem.
Lizzy.
Ta suka podrywająca mojego męża ma na imię Lizzy.
Tak jestem zazdrosna i co z tego?
Dziewczyna kiwnęła głowa pozwalając mi tym kontynuować.
-Możesz przestać ślinić się do mojego męża? Naprawdę zaczyna mnie to irytować. Nie jest on zainteresowany twoją osobą, więc sobie odpuść. Myślę, że skoro jestem jego żoną, a ten samolot należy w tej chwili do mojego męża i to właśnie dla nas teraz pracujesz, to spokojnie mogę cię zwolnić. A tym lepiej że jeszcze nie wystartowaliśmy. Więc, jeśli chcesz tu zostać zmień swoje zachowanie. Rozumiesz?-zapytałam patrząc na nią z kamienną twarzą.
Dziewczyna spojrzała na mnie z otwartymi ustami.
-Męża?-mruknęła niedowierzając.
Czy ona naprawdę usłyszała tylko to?
-Tak męża.-warknęłam.-Odczep się.
Usłyszałam chichot za sobą, który już tak bardzo dobrze znałam, a chwile później para silnych ramion owinęła się wokół mojego pasa.
Przyłapana. Upss...
-Ktoś tu dzisiaj pokazuje pazurki.-mruknął Justin do mojego ucha i pocałował je kiedy się odsuwał.
Spojrzałam na dziewczynę stojącą na przeciwko nas i przyglądającą się nam z szeroko otwartymi oczami jakby pierwszy raz na oczy widziała zakochaną parę.
-Mam nadzieje, że rozumiesz o co chodzi mojej żonie i że dojdziemy do porozumienia. Naprawdę nie mam ochoty szukać na szybko kolejnej stewardesy, jasne?-zapytał
Uśmiechnęłam się szeroko, zadowolona.
Lizzy pokiwała głową.
-Świetnie, a teraz chodź. Trzeba zająć miejsce, kocico.-zachichotał i pociągnął mnie za rękę w stronę siedzeń.
Zajęliśmy swoje miejsca i w tej samej chwili w pokoju rozbrzmiał głos pilota.
-Witamy na pokładzie FLY TOUR. Tutaj pilot John Miller. Za chwilę startujemy, dlatego proszę wszystkich o zapięcie pasów bezpieczeństwa a potem udajemy się prosto do Hiszpanii.
Moja usta otworzyły się z wrażenia. Zawsze chciałam jechać do Hiszpanii.
Uśmiechnęłam się szeroko do Justina i przytuliłam go.
-Mam najwspanialszego męża na całym świecie. Dziękuje.-mruknęłam i odsunęłam się aby zapiąć pasy.

Nie mam pojęcia kiedy zasnęłam, ale obudziło mnie lekkie drżenie samolotu.
Otworzyłam jedno oko i przeciągnęłam się. Rozejrzałam się i spojrzałam na miejsce obok mnie gdzie siedział Justin przeglądając coś w telefonie.
-Co się dzieje?-zapytałam oblizując zaschnięte usta.
Chłopak przeniósł wzrok z telefonu na mnie i uśmiechnął się.
-Lądujemy.-odpowiedział a moje oczy rozszerzyły się lekko.
Przespałam prawie cały lot, jak to możliwe?
Poczułam jeszcze raz jak samolot drży i podskoczyłam lekko do góry na fotelu kiedy samolot znalazł się na lądowisku.
Odpięłam ostrożnie pas i wstałam kiedy samolot już się zatrzymał.
Justin podszedł do mnie i złapał za moją dłoń a następnie poprowadził w kierunku wyjścia.
Wsiedliśmy do dużego czarnego auta które stało zaparkowane przed samolotem.
-A co z naszymi walizkami?
-Spokojnie, ktoś się już tym zajął.-odpowiedział z lekkim uśmiechem i wykonał ruch głową w kierunku bagażnika.
Spojrzałam w tamtym kierunku i zauważyłam dwóch mężczyzn pakujących nasze walizki do bagażnika, który potem zamknęli.
Kierowca ruszył, jak zgaduje do miejsca w którym zamieszkamy.
Przytuliłam się do Justina a chłopak w odpowiedzi objął mnie ramieniem.
Pocałowałam go w policzek i uśmiechnęłam się.

Kierowca zwolnił i zatrzymał się.
Wyjrzałam przez okno aby zobaczyć gdzie jesteśmy. Nabrałam powietrza do płuc kiedy zobaczyłam plaże i idealnie czystą wodę zaledwie kilkanaście metrów dalej.
Jestem w raju.
-No już, wysiadaj.-zaczął Justin i chwycił klamkę po swojej stronie.
Zrobiłam to samo i wysiadłam.
Rozejrzałam się dookoła i podniosłam do góry brwi, kiedy zauważyłam że zatrzymaliśmy się przed ogromnym budynkiem.
Spojrzałam na napis znajdujący się nad wejściem.
Jestem pewna, że moja szczęka opadła kiedy domyśliłam się że zamieszkamy w 5 gwiazdkowym hotelu.
-Justin... jedna noc tutaj musi być strasznie droga. -zauważyłam
-Daj spokój. Mamy pieniądze. Chce abyśmy ten miesiąc który tutaj spędzimy, zapamiętali do końca naszego życia. Chce żebyś była szczęśliwa.-pocałował mnie w czoło
-Będę szczęśliwa gdziekolwiek, ważne że z tobą.-odpowiedziałam.
Zauważyłam jak uśmiecha się lekko i przysięgam, że jego policzki lekko się zaczerwieniły.
Podszedł do nas chłopak, który wyglądał na około 20 lat.
Wymówił swoją wyuczoną formułkę, witając nas w Hiszpanii.
Justin otworzył bagażnik, wskazując na walizki i mrucząc coś pod nosem do chłopaka.
Weszliśmy do środka, świetnie urządzonego holu a następnie podeszliśmy do lady aby się zameldować.
-Rezerwacja na nazwisko Bieber.-powiedział nie wysilając się na żadne "Dzień Dobry".
Kobieta najwyraźniej nie przejęła się tym zbytnio ponieważ uśmiechnęła się do Justina, jak dla mnie za szeroko.
Wstukała coś w komputer a po chwili podała nam kartę.
-Pokój 698. Piętro 7. Życzę miłego pobytu, panie Bieber.-uśmiechnęła się jeszcze raz wgapiając się w mojego męża jak w obrazek.
Halo, paniusiu! Ja też tu jestem!
Sięgnęłam jako pierwsza po kartę, mając nadzieje że ta dziewczyna zauważy obrączkę, ale ta zdzira nadal wgapiała się w Justina.
Spojrzałam na chłopaka i odetchnęłam z ulgą kiedy zauważyłam, że nie patrzy na dziewczynę, lecz na mnie.
Uśmiechnęłam się do niego lekko, na co zaśmiał się cicho.
-Nie śmiej się ze mnie, tylko chodź.-przewróciłam oczami.
Obróciłam się szukając windy i od razu ruszyłam w ich kierunku, ciągnąc za sobą Justina, kiedy je znalazłam.
Nacisnęłam guzik i czekałam aż winda się otworzy.
-Nie masz czym się przejmować. JESTEM CAŁY TWÓJ, KOCHANIE.-zaśmiał się ponownie, stając za mną i obejmując mnie w tali.-Ale ciesze się że reagujesz w takich sytuacjach, bo chociaż wiem, że na mnie ci zależy.
Obróciłam głowę w jego kierunku.
-Oczywiście, że mi na tobie zależy. Jesteś głupi, skoro kiedykolwiek myślałeś że jest inaczej lub myślisz że będzie.-powiedziałam cmokając jego brodę i wracając do wcześniejszej pozycji.
Wsiedliśmy do windy, kiedy ta się otworzyła i wjechaliśmy na 7 piętro.
-Chcesz iść dzisiaj na plaże?-zapytał Justin spoglądając po drodze na numerki pokoi.
-Jasne.-odpowiedziałam od razu i wskazałam brodą na pokój 698, kiedy go zauważyłam.


3 MIESIĄCE PÓŹNIEJ.

Co mogę powiedzieć... jestem najszczęśliwszą kobietą na całym świecie. Mam cudownego męża, który troszczy się o mnie i w każdej możliwej chwili pokazuje mi jak bardzo mnie kocha. Mam idealnych przyjaciół, którzy zawsze są ze mną. Możliwe że moi rodzice są już nieco mniej idealni, ale ważne że w końcu mam z nimi ponownie jakiś kontakt.
Od dnia ślubu, na którym całe szczęści się pojawili, od czasu do czasu dzwonią zapytać co słychać i oczywiście wypytać się czy Justin zachowuje się w stosunku do mnie dobrze. Czy nie krzyczy i czy mnie nie bije. Oczywiście nie pytają o to w prost. Ale dobrze wiem, że właśnie do tego zmierzają.
Bo co innego można zrozumieć po pytaniach typu: "A jak tam twój mąż? Dogadujecie się? Nie robi nic wbrew tobie? Nie macie żadnych problemów?"
Mam już powoli dość ciągle tych samych pytań i tych samym odpowiedzi, których muszę im udzielać.
Siedziałam w kuchni kończąc kawałek odgrzanej pizzy, który został z wczorajszego wieczoru.
Wstałam, umyłam talerz i poszłam do salonu, siadając na kanapie i włączając telewizor.
Justin pojechał do Ryana aby pogrzebać trochę przy samochodzie, ponieważ z tego co wiem coś zaczęło dziać się niedobrego z silnikiem. A że jest to akurat ulubiony samochód Justina, to nic dziwnego że od razu chce zlikwidować problem.
Włączyłam MTV zostawiając jakiś serial.
Poczułam dziwne uczucie w brzuchu i zakryłam dłonią usta kiedy poczułam, że zbiera mi się na wymioty.
Zerwałam się z kanapy biegnąc w kierunku łazienki znajdującej się na dole.
Wbiegłam do środka i uklęknęłam na zimnych płytkach podnosząc klapę od toalety do góry.
Od razu gdy to zrobiłam, mój żołądek postanowił się opróżnić.
Skrzywiłam się, oddychając głęboko aby pozbyć się mdłości.
Nacisnęłam spłuczkę i podniosłam się.
Przepłukałam buzie i wróciłam do salonu wzdychając.
Usiadłam ponownie na kanapie, opierając się plecami o oparcie.
Mój telefon na stoliku zaczął wibrować.
Sięgnęłam po niego i odebrałam od razu kiedy zobaczyłam imię mojej przyjaciółki na wyświetlaczu.
-Cześć laska! Co tam?-krzyknęła od razu kiedy mruknęłam witając się z nią.
-Bywało lepiej.-odpowiedziałam krzywiąc się przez dziwny smak w buzi. Chyba jednak powinnam umyć zęby.
-Coś się stało? Masz w ogóle dziwny głos? Jesteś chora?
-Po prostu zwymiotowałam. Zjadłam wczorajszą pizze i chyba mi zaszkodziła.-mruknęłam do słuchawki.
-Jesteś pewna że to pizza?-zapytała
-Chyba tak.-odpowiedziałam.
-Ale na pewno to wina pizzy, tak?-zapytała ponownie a ja zmarszczyłam brwi, nie wiedząc o co jej chodzi.
-Jezu, no przecież mówię. A przez co niby miałabym jeszcze wymiotować?-mruknęłam przewracając oczami.
-Hmmm... no nie wiem. Wymioty też często bywają objawami ciąży.-odpowiedziała z prostotą.
Zamrugałam powiekami, nie spodziewając się tego.
Już miałam odpowiedzieć, że to nie możliwe, aż w końcu przypomniałam sobie że dwa dni wcześniej również zwymiotowałam ale zrzuciłam winę na sałatkę zjedzoną na mieście.
Ale przecież to nie możliwe, zabezpieczamy się z Justinem, więc niby jak do tego doszło?
Miałam ochotę jęknąć, ale wiedziałam że Nicol nasłuchuje teraz dokładnie jakiejkolwiek reakcji z mojej strony.
-Halo? Kathe, jesteś tam?
-Tak, tak.-odpowiedziałam szybko.
Oblizałam usta i przeczesałam wolną ręką włosy.
-Zatkało cię, czy jak?-zapytała
-Eee... po prostu. Nie pomyślałam o tym.
-Czyli jest taka możliwość, tak? Chcesz żebym kupiła jakiś test w aptece i przyjechała?-zaproponowała.
Pokiwałam głową, ale przypomniałam sobie, że przecież mnie nie widzi.
-Mogłabyś?
-Jasne. Będę za parę minut.-powiedziała i rozłączyła się.
A co jeśli to prawda?
Pokręciłam głową. Najpierw trzeba to sprawdzić, a dopiero później myśleć.

Po 15 minutach usłyszałam wjeżdżający samochód na parking i miałam nadzieje, że to nie Justin.
Kocham go i nie że nie chce go w domu. Po prostu to chyba nie byłaby odpowiednia pora jeśli zjawił by się akurat teraz.
Wyłączyłam telewizor i podeszłam do okna aby sprawdzić kto przyjechał.
Odetchnęłam z ulgą kiedy zauważyłam srebrny samochód. Nicol.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je, czekając aż przyjaciółka do mnie podejdzie.
-Jezuu...wyglądasz jak trup. Jesteś strasznie blada.-mruknęła, przytulając mnie szybko kiedy już znalazła się obok mnie.
-Mi też miło cię widzieć.-burknęłam przepuszczając ją w progu i zamykając za nami drzwi.
-Masz?-zapytałam zagryzając wargę.
Kiwnęła głową i wyjęła z torebki niewielkie pudełeczko. Podała mi je.
-Idź i zobacz czy będę ciocią.-uśmiechnęła się.
Zmrużyłam oczy, ale nie odezwałam się nic tylko ruszyłam do łazienki.
Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i usiadłam na toalecie wyciągając test z opakowania a następnie ulotkę.
Przeczytałam sposób użycia i wykonałam wszystkie potrzebne czynności.
Odłożyłam test na bok i w głowie zaczęłam odliczać minuty, do sprawdzenia.
Na wszelki wypadek doliczyłam sobie jeszcze jedną minutę i wzięłam głęboki oddech przed sprawdzeniem.
Wypuściłam powietrze z płuc i spojrzałam na test.
Dwie czerwone kreski.
Spojrzałam na ulotkę, aby sprawdzić co to oznacza.
Moje oczy rozszerzyły się kiedy zobaczyłam na kartce obrazek przedstawiający dwie kreski i dużymi literami obok niego napis CIĄŻA.
Upuściłam test na podłogę i zakryłam twarz dłońmi.
Boże i co ja teraz zrobię?
Jak mam powiedzieć o tym Justinowi?
Wkurzy się czy przyjmie to jak mężczyzna?
A co jeśli mnie zostawi? O nie!
Z moich ust wydobył się drżący oddech.
Przesadzam. Na pewno mnie nie zostawi.
Sam przecież kiedyś wspominał, że chce stworzyć ze mną prawdziwą rodzinę.
-Kathe no i co?-usłyszałam głos przyjaciółki zza drzwi i ciche pukanie.
Podniosłam test z podłogi i wstałam podchodząc do drzwi. Odkluczyłam je i wyszłam.
-No mów!-ponagliła mnie
Podałam jej test i oparłam się o ścianę wpatrując się w obrazek po drugiej stronie.
-Dwie kreski. To znaczy, że jesteś w ciąży?-zapytała a ja pokiwałam tylko lekko głową.
-To źle? Nie powinnaś się cieszyć?-zapytała.
Spojrzałam na nią i odebrałam od niej test który mi podała.
-Powinnam, ale nie mam pojęcia jak na to zareaguje Justin.
Przygarnęła mnie mocno do siebie.
-Jestem pewna, że będzie okay.-mruknęła do mojego ucha.
Usłyszałam kroki i podniosłam głowę spoglądając w tamtym kierunku.
Przełknęłam ślinę kiedy zobaczyłam Justina.
Nie słyszałam nawet kiedy przyjechał, ani kiedy wszedł.
Minusy mieszkania z chłopakiem ze złą przyszłością.
Potrafi wejść tak, że nikt go nie usłyszy.
-A co to za tulenie?-zapytał posyłają mi lekki uśmiech.
Przypomniałam sobie, że trzymam test w dłoni i szybko schowałam go pod koszulkę.
-A tak po prostu. Dawno jej nie widziałam i wiesz...stęskniłam się.-odpowiedziała Nicol za co byłam jej wdzięczna.
-Okaaay... dacie mi chociaż przejść? Chce skorzystać z toalety.
-NIE!-krzyknęłam i skarciłam się od razu za to w głowie kiedy zobaczyłam jego zdziwioną minę.-Znaczy daj mi chwilę, tylko sprzątnę trochę, zrobiłam tam straszny syf.-zachichotałam nerwowo i wślizgnęłam się do środka łazienki.
Chwyciłam opakowanie i ulotkę leżącą obok toalety i wyrzuciłam wszystko do kosza.
Schowałam test za pasek spodni, przykrywając go koszulką i wyszłam ze środka.
-Gotowe, możesz wejść.-zwróciłam się do Justina zostawiając mu otwarte drzwi i ciągnąc za sobą Nicol do salonu.
-Chyba już pojadę, myślę że powinniście pogadać. Zadzwoń później, jak poszło, dobra?
-Okay.-kiwnęłam głową i przytuliłam ją szybko.-Pa
Nie odprowadziłam jej nawet do drzwi tylko usiadłam w salonie, bawiąc się swoimi palcami.
Usłyszałam zamykanie drzwi frontowych i zaczęłam denerwować się jeszcze bardziej zdając sobie sprawę, że muszę powiedzieć Justinowi. Bo jeśli dowiedziałby się jakimś cudem z jakiegoś innego źródła, mógłby być wtedy naprawdę wkurzony.
Poczułam jak kanapa obok mnie ugina się i nie musiałam patrzeć w tamtą stronę, aby wiedzieć że Justin właśnie siedzi obok mnie.
-Dobra... możesz mi powiedzieć o co chodzi?-zapytał
Kiwnęłam lekko głową i przymknęłam na chwilę powieki.
Kiedy je otworzyłam, wlepiłam wzrok w moje kolana.
-Jaa...-zaczęłam ale nie miałam pojęcia jak to dokończyć.
Sięgnęłam ręką pod koszulkę i wyjęłam test następnie podając go Justinowi.
-Co to jest?-zapytał lekko zdezorientowany.
Nie dziwie się, widzi pewnie takie coś pierwszy raz na oczy.
-Test Ciążowy.-mruknęłam wpijając swoje palce w kolana.
-Cz-czy to znaczy...że-że jesteś w ciąży?-jąkał się a ja nie miałam pojęcia dlaczego.
Bałam się podnieść głowę i zobaczyć wyraz jego twarzy.
-Tak.-odpowiedziałam cicho a w salonie zapadła kompletna cisza.
Było słychać prace każdej maszyny elektrycznej w domu, tykanie zegarka i nasze oddechy, ale nikt nie odezwał się ani słowem.
-Spójrz na mnie.-mruknął po kilku minutach ciszy.
Przełknęłam ślinę i przekręciłam głowę w jego stronę.
Złapał kciukiem i palcem wskazującym moją brodę i oblizał usta.
-Będę tatą?-zapytał cicho.
-Tak, będziesz tatą.-odpowiedziałam zaskoczona jego reakcją.
-Ja...ja chyba nie potrafię.-mruknął.
Zmarszczyłam brwi. Spojrzałam w jego oczy i po raz pierwszy zobaczyłam w nich coś dziwnego...Strach? Niepewność? Być może.
Wiedziałam, że Justin jest świetnym chłopakiem i będzie świetnym ojcem, ale najwyraźniej nie wierzy w siebie. I to właśnie ja, jego żona muszę mu to udowodnić, muszę go do tego przekonać.
Odepchnęłam jego dłoń i podniosłam się lekko tylko po to aby móc usiąść na jego kolanach.
-Oczywiście, że potrafisz. Jesteś świetnym mężem. Opiekujesz się mną, uszczęśliwiasz mnie. Wiem, że to nie to samo co dziecko, ale jesteś silnym młodym mężczyzną. Prędzej czy później i tak by się to stało. Teraz się boisz, bo nie masz pojęcia jak to wszystko będzie wyglądało, ale wiesz co? Ja też. Poradzimy sobie, razem. Będziesz świetnym tatą, jestem tego pewna. -obiełam dłońmi jego policzki i kciukami zaczęłam głaskać skórę na nich.
-A ty będziesz świetną mamusią.-mruknął
Uśmiechnęłam się.
-Będzie dobrze. Damy radę. Będziemy świetną rodziną.-wtuliłam głowę w zagięcie w jego szyj.
Objął mnie jedną ręką w tali a drugą położył na moim brzuchu.
I czego ja się bałam?
-Kocham Cię.-powiedziałam i pocałowałam jego szyje.
-A ja Ciebie, cholernie bardzo, księżniczko.


___________________________
 Witam was w ostatnim rozdziale tego ff.
Chciałabym bardzo wam podziękować za cudowny rok z wami i za prawie 129 tysięcy wyświetleń oraz 722 komentarze. 
Jesteście wspaniali. 
Zachęcam do czytania również mojego drugiego ff, które znajdziecie na moim profilu.





14 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :-)
    tylko szkoda że już koniec :-(:-(:-(
    Będzie dziecko :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. O juz koniec :( świetne opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  3. Napisz jeszcze jeden rozdział, ostatni , np 15 lat później albo jak Justin radzi sobie w roli ojca , super rozdział z resztą jak wszystkie inne ♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne zakończenie ! Lepiej być nie mogło :) Będę za nimi tęsknić

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne! Cudownie sie skonczylo, oni sa idealni❤ dziekuje za wszystko :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku jakie to cudowne ! Bardzo ubolewam że to juz koniec no to najlepsze opowiadanie jakie czytałam i na 100% będę wracała do niego po raz kolejny

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda że to już koniec tego opowiadania.Przecudowna końcówka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojeju, właśnie przeczytałam całe opowiadanie i jestem pod wrażeniem! szkoda, że koniec.
    Ja zapraszam na to ff(nie moje):
    http://night-dream-jb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Mogłabyś jeszcze napisać jeden albo dwa rozdziały np. 3 lata pozniej albo 8 lat pozniej a drugi jak ta córka czy syn są starsi albo najlepiej drugą część tego jak oni siė tym dzieckiem zajmują

    OdpowiedzUsuń
  10. Napisz jeszcze jeden proszę
    Chyba sie porycze moje ulubione ff

    OdpowiedzUsuń
  11. Genialne opowiadanie, skończyłam czytać w dwa dni :)

    http://peoplehelpthepeople00.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej! Chciałabym zaprosić Cię serdecznie do siebie na moje opowiadanie o Justinie. Już jest 1 rozdział!
    OPIS: Cassie zmuszona jest przeprowadzić się wraz z rodzicami oraz rodzeństwem do Los Angeles, a wtedy wszystko się zmieni...
    Opowiadanie znajdziesz na:
    > BLOGU: http://jb-be-yourself.blogspot.com
    > WATTPADZIE: https://www.wattpad.com/story/87513216-jb-be-yourself
    Zapraszam! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzień dobry.
    Chcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki, grafikę i reklamę bloga? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do konkursu literackiego „Już nie zapomnisz mnie”
    www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com
    Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i… co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając regulamin na blogu.
    Niech pamięć o przedwojennych artystach trwa, a osoby lubiące pisać – doskonalą swe pióro.
    Pozdrawiam ciepło!

    Ps. Przepraszam za tę reklamę, ale nie znalazłam innej zakładki. Wiadomo, jak trudno jest się zareklamować. A może akurat Cię zainteresuje konkurs?

    OdpowiedzUsuń