sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 11: Nie będzie drugiego razu.

Kathe POV'

Poczułam czyjąś dłoń jeżdżąca po moim udzie w górę i w dół. Otworzyłam oczy i obróciłam głowę w stronę Justina.
-Dzień Dobry.-powiedział z uśmiechem.
-Dzień Dobry.
Przez moją głowę przebiegły wydarzenia z wczorajszego wieczoru. Dobra, wybaczyłam mu, ale po co kazałam mu tu zostać i spać ze mną? Przecież ma swoje łóżko.
Może dlatego, że wystraszyłam się tego chłopaka, Jasona czy jakoś tak. Cholera on mi groził bronią! Powiedzenie, że się wtedy bałam, było niedopowiedzeniem. Co jeśli pociągnął by za spust, i zabił by mnie tam? Gdyby Justin wtedy za mną nie poszedł, już pewnie byłabym martwa.
Bałam się zostać w domu ZUPEŁNIE SAMA. I to z pewnością był powód dlaczego pozwoliłam mu tu zostać, ale to nie znaczy że zapomniałam.
-O czym myślisz?-usłyszałam ochrypły seksowny głos koło mojego ucha.
-O wczorajszym wieczorze.-odpowiedziałam, gapiąc się w sufit.
-Kathe naprawdę przepraszam. Nie powinienem tego powiedzieć, nie jesteś suką. Wiesz jakie bzdury pierdole gdy się wkurwię. Cholera, naprawdę nie chciałem tego powiedzieć. Czemu ja zawsze muszę wszystko spierdolić?-powiedział, a ja natychmiast spojrzałam w jego stronę. Leżał obok mnie, wpatrując się wszystko w pokoju, ale nie we mnie.
-Dlaczego niby myślisz, że zawsze wszystko psujesz?-zapytałam, wpatrując się w jego twarz, ale on wolał patrzeć na ściany.
-Bo zawsze wszystko psuje. Moja rodzina nie chce mieć ze mną nic wspólnego, a to wszystko moja wina. Zostawiłem ich, i wszedłem w to gówno. Miałem problemy, musiałem skądś wziąć pieniądze, i straciłem rodzinę. Teraz stracę Ciebie. Znowu zostanę sam. Taki ktoś jak ja, nie powinien żyć. Morderstwa, narkotyki, jestem potworem.
-STOP! Justin nie mów tak, musisz żyć. Nie stracisz mnie. Jestem tu, widzisz? Pokłóciliśmy się, ale to nie nasza pierwsza kłótnia. Wiem, potrafię wkurwiać, więc nie dziwie się, że puściły Ci nerwy. Zdenerwowałeś, się i widzę, że naprawdę nie chciałeś tego powiedzieć. Gdybyś wtedy za mną nie poszedł, ten chłopak mógłby mi coś zrobić.
-Gdybym tego wszystkiego nie powiedział, w ogóle byś tam nie poszła. Nie było by takiej sytuacji. Coś Ci się mogło stać. To wszystko moja wina.
-Justin, popatrz na mnie!-powiedziałam stanowczo, ale on mnie nie posłuchał, nadal patrzył na ściany.
-Popatrz na mnie.-powtórzyła, ale znowu nic. Podniosłam się lekko, i usiadłam na nim okrakiem.
Justin obrócił głowę, i spojrzał na mnie lekko zmieszany.
Chociaż zadziałało.
-Zobacz jestem tutaj, cała i zdrowa. Zrobimy tak, ja postaram się zapomnieć o naszej wczorajszej kłótni, a ty więcej nigdy nie pomyślisz i nie powiesz, że nie powinieneś żyć.-powiedziałam patrząc w jego piękne karmelowe oczy.
Kto by pomyślał że Justin Bieber, się przede mną otworzy. Nie należy on do ludzi którzy opowiadają wszystkim na około o swoim życiu, i uczuciach. Więc, naprawdę cieszę się że mi to powiedział.
-Właśnie, postarasz się zapomnieć, ale nie zapomnisz. Będziesz na mnie zła, i nie wybaczysz mi.-spuścił głowę, i wpatrywał się w mój brzuch.
-Ej, nie mów tak. Zapomnę, ale masz tak nie mówić. I nigdy nawet nie myśl żeby coś sobie zrobić, jasne?-powiedziałam, podnosząc jego podbródek do góry, tak żeby znowu na mnie spojrzał.
Gdy sobie pomyśle, że mógłby sobie coś zrobić, zostawić mnie z tym wszystkim znowu samą...
Ummm... Kathe kurwa ogarnij się, nie myśl tak.-skarciłam się w myślach.
-Obiecaj, że nic sobie nie zrobisz.-powiedziałam patrząc mu w oczy.
Justin westchnął i położył rękę na moim udzie.
-Obiecuje.-odpowiedział.
Zeszłam z niego i położyłam się obok niego, mocno się do niego przytulając.
Justin objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie.
-Jutro mam wyścig, pojedziesz ze mną?-zapytał a ja podniosłam głowę, żeby na niego spojrzeć.
-Dobra, o której?
-O 20 zaczyna się więc bądź gotowa na 19:30. Muszę trochę się rozgrzać przed wyścigiem i sprawdzić samochód. Teraz tak Ci to wszystko powiedziałem pewnie myślisz, że jestem cipą czy coś.
-Wcale tak nie myślę, że chłopak powiedział dziewczynie to co myśli, to nic złego. W waszym męskim świecie chłopak gadający z dziewczyną o swoich uczuciach, jest od razu cipą. Czasami naprawdę nie rozumiem facetów.-powiedziałam,kręcąc głową, a Justin zachichotał.
-Tacy już jesteśmy. Takie duże dzieci.-powiedział uśmiechając się.
-Wiesz, że dzieci nie powinny bawić się bronią, czy bawić się w gangi? Powinnam dać Ci szlaban, czy coś?-zachichotałam a Justin mi zawtórował.
-Możesz mnie ukarać w inny sposób kochanie.-poruszył brwiami w górę i dół. Zachichotałam i uderzyłam go lekko w ramię.
-Ałć! Za co to?-zapytał, masując swoje ramię.
-Daj spokój, oboje wiemy, że Cię to nie bolało, bo co niby mają zrobić Ci takie małe rączki, na pewno nic groźnego. A dostałeś, za bycie zboczeńcem.-powiedziałam, próbując być poważną, ale już po chwili zaśmiałam się.
-Niech będzie. Idziemy zrobić coś na śniadanie?-zapytał.
-Ja najpierw pójdę wziąć prysznic, a ty możesz zagościć się już w kuchni. Tylko błagam nie spal jej czy coś, rodzice by mnie zabili.
-Dzięki, że we mnie wierzysz.-zaśmiał się.
Wstał z łóżka założył spodnie i koszulkę i zszedł na dół.
Również wstałam z łóżka, podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej czarne jeansy z przetarciami na kolanach i kremową bluzkę. Z komody wyjęłam świeżą bieliznę i weszłam do łazienki, zamykając za sobą drzwi na klucz, w razie gdyby Bieber chciał tu wejść.
Zdjęłam z siebie tkaniny, odkręciłam wodę, poczekałam aż woda będzie cieplejsza i weszłam do kabiny.
Ciepła ciecz spływała po moim ciele, odprężając je przy okazji.
Chwyciłam mój brzoskwiniowy żel, wylałam go trochę na rękę i wtarłam w ciało. Spłukałam piane, zakręciłam wodę i wyszłam z kabiny.
Wytarłam ciało w biały ręcznik, i założyłam na siebie wcześniej przygotowaną bieliznę i ubrania.
Rozczesałam włosy, i spięłam je w małego koczka.
Wyszłam z łazienki, wzięłam jeszcze telefon, włożyłam go do kieszeni i zeszłam po schodach na dół.
Weszłam do salonu, i od razu poczułam zapach który tak bardzo kocham.
Naleśniki!
Spojrzałam w stronę kuchni. Justin przewracał właśnie naleśnika, nucąc coś pod nosem i kręcąc do tego biodrami.
Wyciągnęłam telefon i zaczęłam go nagrywać. Będę miała co oglądać, kiedy będzie mi się nudzić.
Chłopak zaczął tupać lekko nogą i ruszając jeszcze bardziej biodrami.
Zachichotałam, a on od razu spojrzał w moją stronę. Zmarszczył lekko brwi, zgasił płomień na kuchence i powoli zaczął do mnie podchodzić.
-Kathe, co robisz?-zapytał idąc w moją stronę, a ja zaczęłam się cofać, nadal go nagrywając.
-Nagrywam Cię, nie widać. Będę miała co oglądać, a nawet może pokaże chłopakom.-powiedziałam z złośliwym uśmieszkiem.
Nie pokazała bym tego chłopakom, ale mogę przecież się z nim troszeczkę podroczyć.
-Nie pokazałabyś tego chłopakom.
-Niby czemu?-zapytałam, wyłączyłam nagrywanie i zapisałam filmik.
-Bo zaraz nie będziesz go miała.-powiedział i zaczął biec w moim kierunku.
Schowałam szybko telefon do kieszeni i zaczęłam biec po schodach. Wbiegłam do swojego pokoju, potem do łazienki i zamknęłam się.
-I co, teraz nie dostaniesz nagrania.-powiedziałam śmiejąc się.
-Jesteś pewna, kochanie?
-Co ty kombinujesz?
-Zupełnie nic.-odpowiedział, a ja jestem pewna, że właśnie się uśmiecha.
Zaczął kręcić czymś w zamku, a po chwili drzwi ustąpiły, a do środka wszedł zadowolony Justin.
-Jak ty to zrobiłeś?-zapytałam cofając się do tyłu.
-Magia. Nie zapominaj, że potrafię takie rzeczy i wystarczy mi tylko wsuwka.- jego uśmiech powiększył się i znowu zaczął iść w moim kierunku.
-Przypomnij mi żebym na drugi raz schowała przed tobą wszystkie wsuwki.-zachichotałam, a moje plecy zderzyły się z ścianą za mną.
Justin stanął przede mną, i oparł po obydwóch stronach mojej głowy ręce, żebym nie mogła mu uciec.
-I co teraz?-zapytał z łobuzerskim uśmiechem. Spojrzał na moje usta i oblizał się.
Cholera, to było seksowne!
Zagryzłam swoją dolną wargę, a Justin zachichotał i zbliżył się do mnie jeszcze bardziej, przez co teraz nawet kartka papieru nie byłaby wstanie się pomiędzy nas wcisnąć.
Przybliżył swoją twarz do mojej i już po chwili nasze usta spotkały się w delikatnym pocałunku.
Justin pogłębił pocałunek, przejechał językiem po mojej dolnej wardze, uśmiechnęłam się nie przerywając pocałunku, ale nie otworzyłam buzi.
Bieber odsunął się ode mnie i uśmiechnął się cwaniacko. Zaczął całować moją szyje, a gdy znalazł mój słaby punkt zaczął go ssać, lizać i gryźć przez co jęknęłam.
Zjechał rękami na mój tyłek i podniósł mnie do góry, nadal przyciskając do ściany.
Nasze usta ponownie się spotkały, ale tym razem w gorętszym pocałunku. Justin ścisnął mocno mój tyłek, otworzyłam usta, a on wślizgnął swój język do mojej buzi, zbadał najpierw nim moje podniebienie, a potem zaczął wojnę z moim językiem. Oczywiście tak jak zawsze, stałam na przegranej pozycji.
Odepchnęłam go lekko od siebie, on zmarszczył brwi, a ja się zaśmiałam.
-Naleśniki stygnął.-powiedziałam chichocząc.
-Och... Tak racja, teraz będą o wiele lepsze.-zachichotał i złapał mnie za rękę, ciągnąć w kierunku schodów.
Zeszliśmy na dół, Justin nałożył na dwa talerze naleśniki, zaniósł talerze do jadalni, a po chwili doniósł do nich jedną miseczkę i słoik z nutellą. W miseczce były pokrojone owoce.
Uśmiechnęłam się do Justina a on odwzajemnił uśmiech, przyniósł jeszcze dwa kubki już z trochę zimnym kakaem i postawił je przed talerzami.
Odsunął mi krzesło, i wskazał ręką abym usiadła. Zrobiłam co kazał. Pocałował mnie w policzek i usiadł uśmiechnięty po drugiej stronie stołu.
Nałożyłam na pierwszego naleśnika owoce, zawinęłam go i zaczęłam jeść.
-Boże, to jest pyszne. Nie będę miała nic przeciwko, jeśli będę dostawać częściej takie śniadania.-uśmiechnęłam się do niego szeroko.
Justin zaśmiał się.
-W takim razie, musiał bym tu częściej spać.-odpowiedział chichocząc.-Jeszcze jesteś na mnie zła, za wczoraj?-dodał po chwili.
-Nie już nie. Ale na drugi raz nie pójdzie Ci ze mną tak łatwo, mam nadzieje że w ogóle nie będzie drugiego razu. Wtedy byś się naprawdę pomęczył, żeby chociaż ze mną pogadać, nawet jeszcze nie wiesz, jaka uparta potrafię być.-zachichotałam
-Nie będzie drugiego razu. Nie chcę Cię stracić. Naprawdę się ciecze, że mi wybaczyłaś.
Uśmiechnęłam się szeroko, bardzo szeroko przez co Bieber zaczął się śmiać.
-Jesteś piękna bez makijażu, nie powinnaś się malować tymi wszystkimi gównami.-powiedział i uśmiechnął się.
Czułam jak do moich policzków dopływa krew, więc spuściłam głowę na dół.
-Wyglądasz uroczo, jak się rumienisz.-dodał.
Moje policzki teraz już dosłownie płonęły, a Justin się zaśmiał.
Wstał z krzesła, ukucnął obok mnie i podniósł mój podbródek do góry.
-Nie chowaj się, naprawdę wyglądasz uroczo jak się rumienisz i chce to widzieć, księżniczko.-uśmiechnęłam się i skinęłam głową.
Pocałował mnie w policzek i z powrotem usiadł na swoim miejscu, ciągle się uśmiechając.
Chwyciłam z powrotem naleśnika i zaczęłam go jeść, cały czas uśmiechając się do Justina a on do mnie.

Ten dzień, jest już jednym z moich najlepszych. 

________________________________

Przepraszam, nie wyszedł mi rozdział. :( 
 Pamiętajcie żeby zostawić po sobie jakiś ślad. 
Bardzo dziękuje za wszystkie wyświetlenia jesteście kochani.

Zdecydowałam się też na drugiego bloga, nie długo pojawi się tutaj link. :) 
 ask: @allyoursbabyx

CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 10 cz.2 : Nie jestem suką!

-Mam ci przekazać że dzisiaj jest o 21 impreza na plaży.-powiedziałam
-Okay. Idziesz?
-Tak.
-W takim razie jedziesz ze mną. O 20:50 bądź u mnie, dobra?
-Niech będzie.
-Kathe, śpisz jeszcze?-usłyszałam głos mojej mamy zza drzwi. Spojrzałam na Justina, który wiedział już co ma robić. Wstał z łóżka, pocałował mnie namiętnie i odsunął się.
-Do zobaczenia, skarbie.-powiedział, otworzył okno i podszedł po dachu do drzewa.

Kathe POV'

Zamknęłam za nim okno, i otworzyłam drzwi.
-Cześć Mamo.-Powiedziałam uśmiechając się.
-Cześć, zejdziesz na śniadanie, a bardziej obiad?
Czemu niby na obiad?- Spojrzałam na zegarek w moim pokoju dochodziła 13.
-Czemu mnie nie obudziłaś?
-Pukałam, ale widocznie nie słyszałaś.
-Umm... Dobra. A ty czemu nie w pracy?
-Dzisiaj mam wolne.-uśmiechnęła się i wyszła z mojego pokoju.
Postanowiłam nie przebierać się, no bo chyba nigdzie dzisiaj nie będę wychodzić do 21.
Zamknęłam drzwi od pokoju i zeszłam na dół. Usiadłam przy stole, a mama podała mi talerz z obiadem. Zaczęłam jeść. Parę minut później wyniosłam pusty talerz do zmywarki. I wróciłam do jadalni.
-Mamo dzisiaj dziewczyny robią ognisko o 21 na plaży.
-Będą tam jacyś chłopacy?
-Nie.
-W takim razie możesz iść. A o której wrócisz?
-Zależy, o której to się skoczy.
-Dobrze, ale nie za późno.
Powiedziała, a ja udałam że tego nie słyszałam, i wbiegłam na górę. Z Justinem nigdy nic nie wiadomo, więc nie będę jej tego obiecać. Wystarczy że uwierzyła mi że nie będzie tam żadnych chłopaków, chyba robię się coraz lepsza w te kłamstwa. Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Może zasnę, bo i tak nie mam co robić.


-Kathe nie szykujesz się na ognisko, czy co to tam jest?-usłyszałam głos mamy, spojrzałam na zegarek była 20. Moja szczęka opadła. Dzisiaj chyba był mój rekord w spaniu. Gdyby nie ona pewnie bym zaspała.
    -Szykuję, dziękuje mamo.-powiedziałam i wstałam z łóżka.
    Otworzyłam szafę wyjęłam czarne leginsy, biało czarno bluzkę z napisem #RELAX i czarną bejsbolówkę.
Weszłam do łazienki zdjęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Umyłam ciało brzoskwiniowym żelem, i spłukałam go z mojego ciała. Wyszłam z pod prysznica wytarłam ciało. Obwinęłam się czarnym ręcznikiem i weszłam do pokoju po bieliznę, którą dzisiaj zapomniałam wziąć ze sobą. Wyjęłam ją z komody i wróciłam do łazienki. Założyłam ją na siebie a potem wcześniej przygotowane ubrania. Wyprostowałam włosy, i przypomniało mi się o malinkach na mojej szyj. Ledwo co było je widać, w razie czego mogę powiedzieć że oparzyłam się prostownicą. Oczy pokreśliłam eyelinerem, rzęsy pomalowałam tuszem, a usta bezbarwną pomadką. Popsikałam się moimi ulubionymi perfumami i wyszłam z łazienki. Na nogi założyłam krótkie stopki i białe Air Forcy. Była 20:45. Weszłam jeszcze chwile na różne portale społecznościowe, na którym już dawno nie byłam. O 20:52 włożyłam telefon do kieszeni i zeszłam na dół.
-Pa mamo.-powiedziałam i wyszłam.
Justin czekał już na mnie przy samochodzie podeszłam, i jakby nigdy nic wsiadłam. Przez co na jego twarzy pojawił się grymas. Justin wsiadł do samochodu i spojrzał na mnie niezadowolony. 
Pochyliłam się w jego stronę i pocałowałam w policzek.
-Cześć. Lepiej?-zapytałam z uśmiechem
-Powiedzmy.-Odpalił samochód i wyjechał na ulicę.
15 minut później byliśmy na miejscu, Justin zatrzymał samochód niedaleko ogniska. Znałam tam wszystkich oprócz jednej dziewczyny.
Wysiedliśmy z samochodu, poczekałam za Justinem, i ruszyliśmy w stronę ogniska.
Usiadłam obok Nicole.
-Kto to?-zapytałam cicho, aby dziewczyna nie mogła nas usłyszeć.
-O Kathe, chodź na chwilę.
Wstałam i odeszłam parę metrów od ogniska.
-Uważaj na tą dziewczynę.-powiedziała Nicol a ja zupełnie nie wiedziałam o co jej chodzi.
-Niby czemu?
-Zabujała się w Justinie, a że zna Ryana wprosiła się tu.
-Skąd wiesz?
-Ryan mi powiedział żebym Ci powiedziała, bo widzi że coś pomiędzy wami jest, tak jak ja.
-Nieprawda.
-Niech Ci będzie, ale my z Ryanem i tak wiemy swoje, słonko.-powiedziała uśmiechając się zadziornie.
Spojrzałam na ognisko. Dziewczyna robiła do Justina maślane oczka.Justinowi się to chyba podobało, bo ciągle się do niej uśmiechał. 
Stałam tak chwilę i patrzyłam na nich i przyznam, że miałam ochotę podejść do tej dziewczyny i wyszarpać ją za te kłaki.
Usiadłyśmy z Nicol na swoich miejscach.
-Zagrajmy w butelkę.-powiedział Luke, wszyscy skinęli głową oprócz mnie.
-To ja zaczynam- powiedział Matt
Zakręcił butelką i wypadło na Nicol.
-Szczerość, Odwaga czy Procenty?-zapytał
-Odwaga.
-Pocałuj mnie.
-Ej! Co to w ogóle za odwaga? Przecież jesteście parą.-powiedziałam a Ryan z Dannym i Lukiem potwierdzili moje słowa.
Nicol podniosła się bez problemu i pocałowana Matta. Po chwili odsunęła się i usiadła kręcąc butelką. Wypadło na dziewczynę, którą już niezbyt lubiłam.
-Szczerość, Odwaga czy Procenty?-zapytała Nicol
-Odwaga.-odpowiedziała
Nicol zastanawiała się jaką może wymyślić jej odwagę.
-Niech pocałuje kogoś z naszej grupy.-zaproponował Luke
Nicol wskazała głową na 'nie' bo pewnie tak jak i ja od razu wiedziała do kogo podeszła by ta zdzira.
-Niech pójdzie wytarzać się w błocie, będzie super.-burknęłam cicho pod nosem tak żeby usłyszała to tylko Nicol i najwyraźniej usłyszała bo zachichotała i uśmiechnęła się łobuzersko.
-Idź wytarzać się w błocie przy morzu tak, żebyśmy Cię widzieli, jeśli tego nie zrobisz możesz zwijać się do domu.-powiedziała z uśmiechem.
Dziewczyna podniosła się z piasku.
-Nie mam zamiaru paprać się w błocie, nie dawno byłam u kosmetyczki. Ty sobie zdajesz sprawę ile to kosztuje?-powiedziała prawie krzycząc.
-Ej to tylko zabawa.-odezwał się Ryan
 -W takim razie możesz iść.-powiedziałam z uśmieszkiem
Dziewczyna spojrzała się na mnie. Pożegnała się z Ryanem, Mattem, Scottem, Lukiem i Dannym a na sam koniec podeszła do Justina uklękła przed nim i pocałowała go.
Siedział chwilę zdezorientowany, ale po chwili oddał pocałunek.
Co kurwa?!
Moja szczęka opadła. Kontem oka widziałam jak Ryan z Nicol patrzą na mnie, ale ja nadal patrzyłam na Justina liżącego się z tą zdzirą.
-Kathe wszystko, okay?-wyszeptała Nicol
-Tak, tylko trochę mi zimno.-odpowiedziałam lekko się uśmiechając.
-Chcesz bluzę?-odezwał się uśmiechnięty Scott a ja skinęłam głową.
Chłopak podszedł do mnie i usiadł obok.
-Chcesz zrobić nazłość Bieberowi?-powiedział cicho, a ja spojrzałam na niego wzrokiem typu 'O co ci kurwa chodzi?'
-Kathe nie jestem idiotą, widzę przecież co się dzieje w okół mnie. To jak po wkurwiamy go trochę?-wyszeptał uśmiechając się. Skinęłam głową i odwzajemniłam uśmiech.
Nie wiem o co im wszystkich chodzi, ale chcę wkurwić tego dupka.
Scott zdjął swoją bluzę i przykrył nią moje ramiona, po czym mnie przytulił i wyszeptał ciche.
-No to zaczynamy.
-Bieber idź ją przeleć w samochodzie czy coś, bo nie wszyscy są chętni aby oglądać jak wpychasz jej język do gardła-powiedział głośno Scott.
Bieber odsunął się od dziewczyny i spojrzał na miejsce w którym wcześniej siedział Scott.
-Tu jestem stary.-powiedział chłopak i jeszcze bardziej mnie do siebie przytulił.
Wzrok Justina się lekko powiększył jak tylko zobaczył Scotta przytulającego mnie do swojej klatki piersiowej. Nie mogłam się powstrzymać i cicho zachichotałam. Dziewczyna próbowała aby Justin na nią spojrzał, ale on nie zwracał na nią uwagi tylko przypatrywał się raz mi raz Scottowi.
-Stary, mówiłem coś do Ciebie- ponownie odezwał się Scott.
Dobra suki Kathe wchodzi do gry.
Z pewnością za dużo czasu spędzam z Nicol.
-Dziękuje za bluzę.-powiedziałam i pocałowałam Scotta w policzek.
Usłyszałam cichy chichot po mojej prawej stronie, więc się tak obróciłam.
-Co?-zapytałam cicho
-Nic, nic. Grajcie dalej, idzie wam świetnie. Sama spójrz na minę Biebera, no nie idzie się nie zaśmiać.- wyszeptała i zakryła bluzką usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
Oparłam głowę o Scotta i spojrzałam na Justina.
Dziewczyna usiadła obok niego i próbowała się przytulić, ale Justin poświęcił całą swoją uwagę palącemu się ognisku.
Ile ja bym dała żeby wiedzieć co się teraz dzieje w jego głowie.
-Idziemy stąd?-zwróciła się dziewczyna do Biebera a on spojrzał na nią jak na idiotkę i powiedział głośne 'Nie!' po czym znowu spojrzał na ognisko.
Dobra, wkurzył się.
-A więc zostaje mi opcja pójścia do domu na nogach, bo właśnie miałam się zapytać czy jedziesz do domu, ale trudno.-powiedziałam i podniosłam się.
Nie miałam zamiaru jechać do domu tak wcześnie, ale szczerze mówiąc zaczyna mi się tu nudzić.
Bieber spojrzał na mnie, uśmiechnęłam się do niego lekko i zdjęłam z ramion bluzę Scotta i podałam mu ją całując go przy tym w policzek i dziękując.
-Mogę Cię odwieść jak chcesz.-powiedział z uśmiechem Scott.
Justin podniósł się na nogi i spojrzał na mnie.
-Może jednak pojadę do domu, nie zbyt dobrze się czuje.- Pożegnał się ze wszystkimi oprócz dziewczyny i pociągnął mnie za rękę w kierunku samochodu.
Słyszałam za nim krzyki dziewczyny typu 'Justin, misiaczku nie zostawiaj mnie tak, może jednak pojadę z tobą do Ciebie' na ten tekst wybuchnęłam śmiechem, i Nicol chyba też bo słyszałam jej śmiech.
-Co Cię tak śmieszy?- zapytał, patrząc na mnie.
-No nie słyszysz, twoja dziewczyna Cię prosi żebyś jej nie zostawiał a nawet oferuje sex, a ty tak po prostu odjedziesz? Justin w końcu jesteś jej misiaczkiem, nie możesz jej tego zrobić.-powiedziałam i próbowałam się nie zaśmiać ale nieudała mi się to.
-Przestań, nie mam zamiaru spędzić z nią nocy i nabawić się jakiegoś gówna.-powiedział i otworzył mi drzwi od samochodu. Wsiadłam a on zajął miejsce na fotelu kierowcy.
-Jakąś jak parę minut temu wpychałeś jej język do gardła nie narzekałeś.-powiedziałam i zapięłam pasy.
-To ona mnie pocałowała. A jak tam układa Ci się z Scottem, hmm?-warknął
-O co Ci chodzi?- Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego.
-O nic, po prostu jestem ciekawy jak Wam się układa.-syknął zaciskając ręce na kierownicy.
 -Czy ty do cholery siebie słyszysz? Mnie pytasz jak układa mi się z Scottem, ponieważ mnie przytulił? Przypominam Ci że to ty się tam lizałeś z dziewczyną, którą poznałeś parę minut wcześniej. Scott przytulił mnie, bo było mi zimno, a nikogo chętnego więcej nie było, więc do jasnej cholery ogarnij się człowieku. Co kurwa miałam czekać, aż skoczysz lizać się z dziewczyną i przyjdziesz z łaski swojej mnie przytulić!? To nadal utwierdza mnie w zdaniu o tobie, że jesteś męską dziwką, Justin!-krzyknełam
Kurwa, co ten chłopak sobie myśli? 
Przelizał się z dziewczyną, a mi wypomina przyjacielskie przytulenie, które z resztą było ukartowane, ale przecież nie powiem mu tego.
Jego ręce bardziej zacisnęły się kierownicy, przez co jego knykcie zbielały.
-Nie drży się jasne! Nie jestem kurwa głuchy, a przypominam Ci kurwa, że to ty jesteś w moim samochodzie!-krzyknął, a jego szczęka zacisnęła się.
-Sam się, kurwa drzesz, a mnie uspokajasz! Powiedziałam Ci prawdę. To ty się tam lizałeś z tą zdzirą, a mi robisz awanturę o przytulenie się ze Scottem. Człowieku, ty powinieneś się kurwa leczyć!-wrzasnełam
-Zamknij mordę, kurwa! Ogłuchłaś? Nie masz kurwa prawa, tak do mnie mówić. I jak kurwa mówię zamknij ta swoją sukowatą mordę, to, to kurwa grzecznie zrób!-krzyknął  a ja mogłam zobaczyć jak jego oczy pociemniały, klatka piersiowa unosiła się w nierównym tępię a szczęka mocno się zacisła.
-Nie jestem suką! Zapamiętam to sobie raz na zawsze! Kurwa, to ja czułam się tam jak gówno. Przyjechałeś na tą jebaną plaże, ze mną a lizałeś się na moich oczach z dziewczyną, której pewnie imienia nawet nie znasz! Te wszystkie rzeczy które mi mówiłeś 'Nie pozwolę żeby ktoś Cię skrzywdził' 'Jesteś dla mnie ważna' najwyraźniej gówno dla Ciebie znaczą. A ja idiotka, Ci zaufałam. Nie spotykałam się z żadnym chłopakiem od czasu kiedy zdarzyła się to z Michaelem, ale kurwa tobie zaufałam. Nawet moi rodzice nic nie wiedzieli o tym, przyjaciółka, a tobie kurwa powiedziałam. Zatrzymaj się!-krzyknęłam z łzami spływającymi po policzkach.
-Słyszysz kurwa, zatrzymaj się!-krzyknęłam ponownie, samochód gwałtownie się zatrzymał. Odpięłam pasy, wysiadłam z samochodu trzasnęłam drzwiami i podbiegłam w kierunku bloków, na których ulicy akurat się znajdowaliśmy.
Justin wysiadł z samochodu.
-Kathe, chodź tu! Wsiadaj, nie wygłupiaj się. Cholera wiem, że jestem idiotą. Nie chciałem Cię skrzywdzić!-krzyknął.
Obróciłam się na chwilę w jego stronę i zauważyłam, że ruszył za mną, więc zaczęłam biec jeszcze szybciej, ale On był coraz bliżej.

Silna para rąk, złapała mnie w tali i podniosła do góry, przez co zaczęłam wymachiwać nogami i rękoma.
-Zostaw m-mnie! Z-zostaw!  -krzyczałam a po moich policzkach nadal spływały łzy.
-Kathe, proszę uspokój się! Nic Ci nie zrobię. Przepraszam, porozmawiaj ze mną.-usłyszałam głos koło mojego ucha, który dobrze znałam, ale teraz był jednym z tych których nie nienawidziłam.
Zobaczyłam czarną postać wyłaniającą się z jakiejś uliczki, przez co momentalnie uspokoiłam się.
-Proszę, proszę kogo my tu mamy. Sam Justin Bieber! Jakieś problemy z dziewczyną!-zapytał chłopak podchodząc do nas bliżej.
-Czego chcesz Jason?-warknął Justin, nadal mnie trzymając w tali.
Chłopak podszedł do mnie bliżej, i zanim się zorientowałam miałam przystawioną broń pod brodą. Justin zareagował, wyciągnął broń i przyłożył pistolet do serca chłopaka.
-Raczę Ci odłóż tą broń, albo Cię zastrzelę.-syknął Justin
-Dobra, spokojnie Bieber.-powiedział chłopak o imieniu Jason i schował broń, ale Justin nadal jej nie opuszczał.
-Nie jesteś ciekawy co u braciszka?-zapytał z cwaniackim uśmiechem chłopak.
-Zamknij się Jason, oby dwoje jesteście siebie warci.-Powiedział Justin i pociągnął mnie do tyłu, abym schowała się za jego plecami.
-Tak to prawda Jaxon jest świetny, tak jak ja. Pojawiłeś się tu i od razu zapanowałeś nad ludźmi mieszkającymi tutaj. Wiesz nie lubię jak ktoś wpierdala się tam gdzie żądze!- Chłopak znowu wyciągnął broń i wycelował w Justina, cofając się parę kroków do tyłu. Ścisnęłam dłoń Justina, i w tym momencie nie obchodziło mnie to że jest cholernym dupkiem, tylko to abyśmy odeszli stąd w całości.
-To nie jest twój teren Rivera. Tu rządzą The Kings. A teraz spierdalaj, zanim Cię zabije.
 -Już nie długo.-schował broń i odszedł bez słowa.
Justin obrócił się w moją stronę i spojrzał mi głęboko w oczy.
-Nic Ci nie jest księżniczko?-zapytał zmartwiony.
-N-nie.-powiedziałam, ale jak na złość mój głoś musiał się załamać.
-Pogadamy?-zapytał nadal wpatrując się w moje oczy.
-Niech będzie.-odpowiedziałam i wróciłam się w stronę auta. Niech się tłumaczy proszę bardzo.

Wsiadłam na miejsce pasażera, a Justin na kierowcy. Obrócił się w moją stronę i złapał za rękę.
-Tak, bardzo przepraszam. Nie chciałem żebyś się tak poczuła, nie jesteś suką. Wiesz że gdy jestem wkurwiony gadam głupoty, nawet nie myślę nad tym. Naprawdę jesteś dla mnie ważna, i nie pozwolę aby ktoś Cię skrzywdził, i wiem że zabolało Cię to co mówiłem i zrobiłem, i za to bardzo, bardzo przepraszam. Jestem idiotą. Proszę wybacz mi. Kurwa, zawsze kłócimy się w tym cholernym aucie, chyba je sprzedam i kupie inne bo jest jakieś chujowe.-powiedział, a ja na ostatnie zdania zachichotałam.
-Naprawdę Cię przepraszam. Jestem skończonym kretynem. Wybaczysz mi? Proszę Kathe.- Spojrzał na mnie wzrokiem szczeniaczka, a ja głośno westchnełam.
-Niech będzie idioto. I dziękuje, nawet nie chce myśleć, co by się mogło stać, jakbyś za mną nie poszedł.-powiedziałam i spojrzałam mu w oczy.
-Kochanie, od tego jestem. Nie pozwolę aby ktoś Cię skrzywdził, a zwłaszcza taki chuj jak Jason. A na drugi raz jak zacznę się wkurwiać, czy coś spróbuj mnie jakoś uspokoić, bo wiem że potrafisz, a nie chce pierdolnąć czegoś czego znowu będę żałował. Naprawdę jeszcze raz Cię przepraszam.
-Kto by pomyślał, że Justin Bieber będzie mnie przepraszał. Gdybym komuś powiedziała, zapewne by mnie wyśmiał.
-Przesadzasz, księżniczko. To co jedziemy do domu?-zapytał a ja skinęłam głową. 
Odpalił silnik i znowu ruszyliśmy w kierunku domu.
5 minut, później Justin zaparkował swój samochód pod swoim domem, i obrócił się w moją stronę. 
-Otworzysz balkon, jak wejdziesz do domu?-zapytał 
-Po co?
-Po prostu otwórz, okay?
-Niech będzie.-wysiadłam z samochodu i poszłam w kierunku domu.
Cicho otworzyłam drzwi od domu, aby rodzice nie usłyszeli o której wróciłam. Zdjęłam buty i po cichu weszłam na górę do swojego pokoju.
Otworzyłam balkon, zdjęłam z siebie dzisiejsze ubrania i ubrałam się w piżamy. Nie mam już sił na prysznic.
Położyłam telefon na szafce i wsunęłam się pod kołdrę, przekręcając na prawy bok.
Usłyszałam hałas, spojrzałam w kierunku balkonu, a gdy zobaczyłam na nim stojącą postać wchodzącą do mojego pokoju moje serce przestało bić. Ten ktoś zdjął kaptur, a mi ulżyło kiedy zobaczyłam Biebera. No tak mogłam się domyślać, że to będzie on w końcu kazał otworzyć mi balkon.
-Po co przyszedłeś?-zapytałam
-Nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli zostanę dzisiaj u Ciebie? Naprawdę jeszcze raz przepraszam za dzisiaj.
-Ugh... dobra, niech będzie. I na prawdę nie przepraszaj już, wybaczyłam Ci, ale ostatni raz poszło Ci ze mną tak łatwo, i radzę żeby kolejnego razu nie było. I zamknij drzwi na klucz i balkon.-powiedziałam z lekkim uśmiechem.
Chłopak zamknął drzwi i podszedł do balkonu aby również go zamknąć. Zdjął bluzę,buty, spodnie i położył się obok mnie, mocno mnie do siebie przytulając. Wtuliłam się w jego tors, i zamknęłam oczy.


___________________________

I jest rozdział! Przepraszam, że czekaliście, ale sami wiecie szkoła.
Bardzo dziękuje za wszystkie komentarze oraz wyświetlenia. :)
 Rozdział pojawi się w tym tygodniu. :)
ask: @allyoursbabyx

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 10 cz.1 : Co ty sobie kurwa myślisz?

Justin POV'


Poczułem mokry pocałunek na moim policzku, otworzyłem oczy a nade mną siedziała uśmiechnięta Kathe.
-Dzień Dobry- powiedziała zadowolona
-Dzień Dobry księżniczko.-powiedziałem, a jej policzki nabrały czerwonych kolorów..
Uwielbiam to, jak zachowuje się na moje słowa lub dotyk.
-Która godzina?-zapytałem
-11:10
-Twoi rodzice pojechali już do pracy?
-Samochodu już nie ma, więc chyba tak.
-Czyli mamy kolejny dzień, aby spędzić razem.-powiedziałem z szerokim uśmiechem.
Uwielbiam spędzać czas z tą dziewczyną. Taaa może i lubię ją bardziej niż powinienem, ale przecież nikt nie musi o tym wiedzieć.
Poczułem jej małe dłonie na moim brzuchu, spojrzałem na nią z uśmiechem.
-Zapomniałam że nie masz łaskotek.-powiedziała lekko się odsuwając, tak jakby wiedziała co mam teraz zamiar zrobić.
Złapałem ją i obróciłem. Leżała teraz pode mną, więc zacząłem ją łaskotać. Rzucała się na wszystkie strony, śmiejąc się.
Odsunąłem się od niej, bo widziałem że nie mogła złapać oddechu z powodu śmiechu. Położyłem się obok niej i przycisnąłem ją do mojej klatki piersiowej.
-Lubię cię.-wypaliłem, a ona spojrzała na mnie z wielkim uśmiechem na ustach, więc się zaśmiałem.
-Też cię lubię.-powiedziała, a moje serce zaczęło szybciej bić.
Kurwa co jest?-pomyślałem.
Z pewnością jest coś ze mną nie tak gdy ta dziewczyna jest obok.
Mój telefon zadzwonił, chwyciłem go i przyłożyłem do ucha.
-Justin przyjedź do domu Matta, postaraj się być jak najszybciej.-powiedział Ryan
-Co jest?
-Jutro jest ostatni dzień jak Nick ma nam oddać kasę za kokę, właśnie się dowiedziałem, że ma zamiar spierdolić. Trzeba się nim zająć.
-Dobra, za chwilę będę.-powiedziałem i rozłączyłem się.
-Kathe, muszę jechać.-powiedziałem a dziewczyna lekko posmutniała.
Kurwa, zawsze dzwonią gdy z nią jestem.
-Dobra.- wyszła z łóżka i zaczęła ubierać swoje ubrania. Gdy była już ubrana podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek.
-Pa.-powiedziała i wyszła.
Wstałem z łóżka i również zacząłem się ubierać. Parę minut później siedziałem już w samochodzie w drodze do chłopaków.


Kathe POV'


Weszłam do domu, i pierwsze co postanowiłam, to wziąć prysznic. Wbiegłam po schodach i weszłam do łazienki. Potrzebuje gorącej kąpieli. I wcale nie mam zamiaru się śpieszyć. Zdjęłam z siebie ubrania i weszłam pod gorący prysznic. Spływająca woda po moim ciele, w pewien sposób mnie odprężała. Umyłam ciało brzoskwiniowym żelem pod prysznic a głowę truskawkowym szamponem. Zakręciłam wodę i wyszłam z kabiny. Wytarłam włosy i ciało w kremowy ręcznik, a większym ręcznikiem owinęłam się wokół tali. Rozczesałam włosy i wysuszyłam je. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej dżinsowe spodnie z przetarciami na kolanach, białą bluzkę z napisem #BAD i czarną bluzę bo na dworze nie było dzisiaj za ciepło, ale zimno też nie było. Założyłam świeżą bieliznę i ubrania, a na nogi wsunęłam białe stopki. Zeszłam na dół i weszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej pomidora i ogórka. Chwilę później siedziałam przed telewizorem zajadając się kanapkami które sobie zrobiłam. Ktoś zapukał do drzwi, spojrzałam na zegarek dochodziła 13. Pomyślałam że może Justin już wrócił, bo kto inny mógłby przyjść do mnie o tej godzinie. Otworzyłam drzwi, a mnie zamurowało. Stał tam Michael, ten sam Michael który mnie zgwałcił. Próbowałam zamknąć drzwi, ale zatrzymał mnie nogą.
-Nie tak szybko.-powiedział, a moje ciało przeszedł nie przyjemny dreszcz. A co jeśli znowu coś mi zrobi?
-Czego chcesz?-powiedziałam, a łzy piekły mnie w kącikach oczu.
-Co ty na to abyśmy powtórzyli tamtą noc.-powiedział z uśmiechem, a mnie zatkało. Przyjechał tu specjalnie, aby zgwałcić mnie drugi raz. Łzy płynęły po moich policzkach.
Chwycił mnie za ręce i przyparł mocno do ściany na zewnątrz obok drzwi. Poczułam ból w kręgosłupie i na nadgarstkach. Ściskał je tak mocno, że pewnie są już całe fioletowe.
-Puść mnie słyszysz, kurwa puść.-krzyczałam, dławiąc się łzami
-Może trochę milej suko, co?-powiedział przyciskając mnie bardziej do ściany, tak że po całych moich plecach przeszedł straszny ból, przez co zaczęłam mocniej płakać.
-Co ty sobie kurwa myślisz?-usłyszałam znajomy mi głos.
Michael chciał się obrócić w stronę nadchodzącej osoby, ale była ona już za blisko. Dostał z całej siły w twarz, tak że mnie puścił i upadł na ziemię, a Justin siedział na nim okładając go pięściami. Twarz Michaela nabierała fioletowych odcieni, i spuchła.
-Justin.-powiedziałam podchodząc do niego.-Zostaw go, nie chce żebyś miał prze zemnie kłopoty.-dokończyłam płacząc
-Kłopoty?-powtórzył po mnie śmiejąc się, jego oczy były ciemne, a twarz czerwona ze złości.
-Proszę.-powiedział podchodząc do niego bliżej. Złapałam go łagodnie za ramiona.
On obrócił się w moją stronę i wstał z Michaela.
-Widzę że znalazłaś sobie nowego idiotę, suko.-powiedział Michael, łapiąc się za twarz i zaczął powoli wstawać.
Justin podszedł do niego bliżej i kopnął go w brzuch tak że natychmiastowo złapał się za niego, i zaczął jęczeć.
-Jeszcze raz ją tak nazwij, a połamie ci kości, rozumiesz?-powiedział Justin, zaciskając szczękę. Z każdą chwilą stawał się jeszcze bardziej zły.
-Kim ty myślisz że jesteś?-zapytał Michael zwracając się do Justina.
Bieber podszedł do niego złapał go za koszulkę, i podniósł do góry przyciskając do ściany.
-A co powiesz, na nazwisko Bieber, hmm?-zapytał Justin przyciskając go bardziej do ściany. W oczach Michaela było widać strach, gdy usłyszał nazwisko Bieber.
-Sorry, już więcej nie pokaże wam się na oczy, tylko mnie puść, okay?-powiedział wystraszony Michael
Czemu wszyscy się tak go boją? Nie rozumiem.
Podeszłam do nich i spojrzałam się na Michaela.
-Nie chce cię nigdy więcej widzieć, nie wystarczyło ci to co zrobiłeś mi wtedy.-powiedziałam płacząc.
Justin zaczął nad czymś mocno myśleć, trzymając nadal Michaela za koszulkę a po chwili odezwał się.
-Jak masz na imię?-zapytał.
Justin wyglądał jakby znał już odpowiedź na pytanie, ale chciał się upewnić.
-Michael, a co?
Oczy Justina pociemniały jeszcze bardziej, klatka piersiowa napięta się. Zamachnął się prosto w jego nos. Było słychać odgłos, pękającej kości. Zamachnął się jeszcze parę razy, raz w jego twarz a raz w jego brzuch.
Teraz wiem jak wygląda wściekły Justin.
-Ty skurwysynie, zabije cię rozumiesz.-powiedział Justin a w mojej głowie od razu włączył się alarm.
-Justin proszę chodź, teraz na pewno nas zostawi.-powiedziałam ciągnąc go w moją stronę, ale Justin mnie kompletnie olał. Dalej bił Michaela. Możne jak zacznę mówić do niego jakoś słodziej albo coś to, to pomoże.-pomyślałam. Można spróbować.
-Justin ,skarbie chodź.-powiedziałam a jego ręka uderzyła w oko Michaela i zatrzymała się.
Dobra to działa. Wow!
-Kochanie chodź, zostaw go w spokoju. Odczepi się już.-powiedziałam a Justin odsunął się od niego i podszedł do mnie. Jego oczy były jeszcze pociemniałe, ale na pewno o wiele mniej niż chwile temu.
-Chodź Justin.-powiedziałam łapiąc go za rękę.-A ty spierdalaj stąd, już.-powiedziałam zwracając się do Michaela.
Wciągnęłam Justina do domu, i zamknęłam drzwi.
Pocałowałam go w usta, a on odwzajemnił pocałunek,odsunęłam się po chwili.
-Możesz mówić tak do mnie częściej.-odezwał się, a ja zachichotałam.
-Aż tak ci się spodobało?
-Tak, oj tak.
-Dziękuje.-powiedziałam i przytuliłam się do niego.
-Nie ma za co skarbie, nie pozwolę aby ktoś cię skrzywdził, nigdy.-powiedział a moje serce zaczęło szybciej bić.
-Naprawdę?-zapytałam
-Jesteś dla mnie ważna, i nie wybaczył bym sobie jeśli coś by ci się stało.-powiedział i złapał mnie za ręce, gdy zobaczył siniaki wokół moich nadgarstków zaczął je całować.
Moje serce waliło coraz szybciej. Czy on właśnie powiedział że jestem dla niego ważna?
-Też jesteś dla mnie ważny.-powiedziałam uśmiechając się
Justin złapał mnie pod kolanami i wziął na ręce. Zaniósł mnie do mojego pokoju położył na łóżku i objął mnie ramieniem w tali.



  Ktoś trzasnął drzwiami frontowymi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam śpiącego Justina obok mnie. Wstałam z łóżka i podbiegłam do drzwi zamykając je na klucz, i położyłam się z powrotem obok Justina. Po chwili usłyszałam głos mojej mamy.
-Kathe, jesteś tam?-zapytała, ale nie odezwałam się.
Miałam już budzić Justina, żeby gdzieś się schował, ale odezwał się mój tata.
-Daj jej spokój, może śpi. Pogadasz z nią jutro.
-Masz racje-odpowiedziała mu mama, a już po chwili było słychać oddalające się kroki.
Znowu wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyjęłam dresy i fioletową luźną bluzkę. Weszłam do łazienki założyłam dresy i koszulkę, a dzisiejsze ubrania wrzuciłam do kosza. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam słodko śpiącego Justina.
Patrzyłam tak na niego parę minut i zdałam sobie z czegoś sprawę.
Przy nim moje serce zaczyna szybciej bić, ręce mi się pocą. Gdy mnie całuje w moim brzuchu latają stada motylków. Jest pierwszym chłopakiem, któremu pozwoliłam zbliżyć się do siebie tak blisko. Nawet gdy byłam z Michaelem, zawsze tylko się całowaliśmy. Z Justinem znam się ponad miesiąc, a pozwoliłam mu na wiele więcej. No i oczywiście czuje się przy nim bezpiecznie. Ale co jeśli on nie czuje tego samego co ja? Może i powiedział że jestem dla niego ważna, ale mogę być dla niego ważna jako przyjaciółka, albo coś. Szkoda że nie mogę się dowiedzieć co on o tym wszystkim myśli, co myśli o mnie. Podeszłam do łóżka i położyłam się obok niego.


 
Justin POV'


Obudziłem się i zobaczyłem mocno wtuloną we mnie Kathe. Teraz ja zacząłem się w nią wpatrywać. Tak wiem że wczoraj w nocy się mi przyglądała. Obudziłem się jak nie było jej w łóżku, a chwile później wyszła z łazienki, przebrana. A kiedy otworzyłem lekko oczy, tak żeby nie mogła tego zobaczyć. Widziałem jak dokładnie mi się przypatruje. Szkoda że nie wiem co sobie wtedy myślała. 
Gdy wczoraj widziałem tego chłopaka jak przyciskał ją do ściany a ona płakała. Krew w moich żyłam się zagotowała, nigdy nie pozwolę, aby ktoś traktował ją w taki sposób.
Ale gdy powiedziała do mnie skarbie i kochanie. Moje serce waliło jakby oszalało. 
Kurwa co się ze mną dzieje?
Musze się otrząsnąć w końcu jestem Justin Bieber, nie?
No ale coś ciągle ciągnie mnie do tej dziewczyny.
Spojrzałem jeszcze raz na śpiącą Kathe.
Cholera ona jest taka piękna.





Kathe POV'

Otworzyłam oczy i pierwsze co zrobiłam spojrzałam na chłopaka, który już nie spał, tylko się we mnie wpatrywał.
-Dzień Dobry, Skarbie
-Dzień Dobry.-odpowiedziałam, uśmiechając się
-Powiesz mi czemu tak mi się wczoraj przyglądałaś?
Cholera skąd on o tym wie, przecież spał. Co mam mu powiedzieć? Że zdałam sobie sprawę że coś do niego czuje, tylko nie potrafię jeszcze określić co to takiego? A on się wystraszy, i wyjdzie?
Nie, nie, nie.
-Ummm...nieważne.
-Ważne Kathe, powiedz mi.
-Patrzyłam tylko chwilę, tak słodko spałeś.
-Kathe, przecież dokładnie wiem ile czasu się na mnie patrzyłaś. Nie spałem.
Mój telefon zaczął dzwonić.
Dzięki Bogu-pomyślałam
Wzięłam telefon do ręki, przejechałam palcem po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha.
-Cześć, Kathe. Dzwonie ci tylko powiedzieć że dzisiaj jest impreza na plaży. I jakbyś mogła powiedz Justinowi, bo nie chce mi się już do niego dzwonić.-powiedziała Nicole
-O której ?
- O 21. Będziesz?
-Postaram się.
-Dobra to do zobaczenia.-powiedziała i rozłączyła się
Odłożyłam telefon na szafkę i spojrzałam na Justina.
-Mam ci przekazać że dzisiaj jest o 21 impreza na plaży.-powiedziałam
-Okay. Idziesz?
-Tak.
-W takim razie jedziesz ze mną. O 20:50 bądź u mnie, dobra?
-Niech będzie.
-Kathe, śpisz jeszcze?-usłyszałam głos mojej mamy zza drzwi. Spojrzałam na Justina, który wiedział już co ma robić. Wstał z łóżka ubrany, pocałował mnie namiętnie i odsunął się.
-Do zobaczenia, skarbie.-powiedział, otworzył okno i podszedł po dachu do drzewa.


_____________________________________________

Cześć Misie ! 
Naprawdę Bardzo, bardzo dziękuje wam za komentarze i prawie 4000 wyświetleń. :)
Jesteście najlepsi. 
Jeśli nie będę miała dużo nauki, postaram się aby kontynuacja rozdziału pojawiła się w tym tygodniu.
MIŁEGO CZYTANIA :)
kontakt : ask- @allyoursbabyx

CZYTASZ = KOMENTUJESZ