czwartek, 25 grudnia 2014

Rozdział 6: Mam świetne widoki

Kathe POV'
-Kathe, kochanie wróciliśmy.-Otworzyłam oczy alby zobaczyć w drzwiach zadowoloną mamę.
-Która godzina?-zapytałam
-Dochodzi 9. Kathe... umm co ty masz na sobie?-zapytała mama, a ja otworzyłam szerzej oczy, aby lepiej zobaczyć to co tak jej nie pasowało.
-Chyba ubrania.-powiedziałam
-Kathe nie rób ze mnie głupiej, przecież widzę że to ubrania. Chodzi mi o bluzkę którą masz na sobie.-powiedziała
Rodzice zawsze pilnowali mnie abym nie spotykała się z żadnymi facetami, i była grzeczną dziewczynką, a bluzka którą miałam na sobie wyglądała w 100% na męską. Tylko co ja mam jej powiedzieć, skoro sama nie wiem, jak ona znalazła się na mnie. Ale jedno jest pewne to bluzka Justina, można to poznać po zapachu i po tym że wczoraj ją miał na sobie.
-Byłam wczoraj u Nicole i polałam się sokiem, więc pożyczyła mi bluzkę swojego brata. A ja przyszłam w niej do domu, i najwidoczniej usnęłam w niej.-Powiedziałam 
-Nicole ma brata?-zapytała
-Umm.. Tak ma.-powiedziałam
-No dobra, zejdź na dół za chwile zrobię śniadanie, pewnie jesteś głodna.
A ja tylko skinęłam głową. Nicole nie ma żadnego rodzeństwa, ale moja mama nie wie o niej zbyt wiele, więc na moje szczęście uwierzyła w to. Chwyciłam za telefon który leżał na komodzie, sprawdzając czy nie mam żadnej wiadomości, ale o dziwo jedna była.

Od: Justin
Zasnęłaś wczoraj na kanapie, więc zaniosłem cię do twojego łóżka, a że chciałem żeby było ci wygodniej, przebrałem cię w dresy, nie mogłem znaleźć żadnej bluzki w której byłoby ci wygodnie, więc masz na sobie moją. :) A i pozwoliłem sobie wziąć twój numer i przy okazji zapisałem Ci swój.

Postanowiłam mu odpisać, bo niby czemu nie?

Do: Justin
Dzięki, a koszulkę oddam gdy tylko będę miała okazje. :) 

 Po chwili mój telefon znowu za wibrował.

Od: Justin
Koszulkę możesz zachować. Zobaczymy się dzisiaj? :)

Do: Justin
Jeśli chcesz tylko gdzie i kiedy?

Odpowiedz dostałam natychmiastowo.

Od: Justin
14, u mnie. :) Będę czekać.

Zablokowałam telefon, i odłożyłam go na komodę, a z moich ust nie miał zamiaru zniknąć uśmiech.
  Zeszłam na dół a na stole leżały już dla mnie kanapki, podeszłam bliżej i zobaczyłam też kubek z gorącym kakaem, wszędzie czułam zapach Justina, no bo przecież mam na sobie jego koszulkę. Ten zapach jest taki świetny, że aż brakuje słów aby go dokładnie opisać. Chwyciłam za pierwszą kanapkę, i zaczęłam ją jeść popijając od czasu do czasu kakaem. Gdy już skończyłam jeść podziękowałam i poszłam do swojej łazienki wziąć prysznic. Wzięłam jeszcze po drodze świeżą bieliznę i weszłam do łazienki odkręcając wodę i zdejmując z siebie ubrania. Weszłam pod prysznic, umyłam ciało tym samym żelem a głowę tym samym szamponem co zawsze, zakręciłam wodę, wyszłam spod prysznica wytarłam się dokładnie, założyłam bieliznę, i obwinęłam się dużym miękkim białym ręcznikiem. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy zastanawiając się co dzisiaj na siebie założyć. Cofnęłam się do tyłu bardziej w stronę okna, abym miała lepszy widok na szafę. Stałam tam chwile, przyglądając się temu wszystkiemu. Mój telefon za wibrował na komodzie, więc poszłam po niego i wróciłam na miejsce. Odblokowałam ekran i kliknęłam na nowo otrzymaną wiadomość.

Od : Justin
Mam świetne widoki, mogła byś tak stać cały dzień skarbie. :)


Spojrzałam w stronę okna, a w domu po drugiej stronie w otwartym oknie zauważyłam zadowolonego Justina. Chwyciłam koc, abym mogła się bardziej zakryć i otworzyłam okno.
-Nie wolno, podglądać sąsiadów.-powiedziałam wystarczająco głośno by mógł mnie usłyszeć.
-A co mam innego robić, jeśli moja sąsiadka jest tak cholernie seksowna.-powiedział odsłaniając rząd białych zębów, które mogłam już zobaczyć z daleka.
-Justin!-krzyknęłam, rumieniąc się
-Tak, tak wiem. Do 14 skarbie.-powiedział, po czym zamkną okno. Zrobiłam to samo i stanęłam tym razem bliżej szafy, aby nikt nie mógł podglądać mnie przez okno. Wyjęłam z szafy czarne rurki i biały crop top z napisem „SWAG”. Wciągnęłam je na siebie i z powrotem wróciłam do łazienki susząc włosy i robiąc z nich mały koczek. Podkreśliłam oko czarnym eyelinerem, rzęsy tuszem a usta bezbarwnym błyszczykiem. Wyszłam z łazienki i spojrzałam na zegarek dochodziła dopiero 12. Zeszłam na dół i usiadłam na kanapie włączając telewizor, i oglądając jakiś program który właśnie leciał.
-Kathe poznałaś już może nowych sąsiadów, gdy nas nie było?-Obok mnie pojawiła się mama.
-Nie, jeszcze nie.-powiedziałam, znowu ją okłamując. Wpadłaby w szał gdybym dowiedziała się że jest ten nowy sąsiad, miał okazje być już parę razy w jej domu, a nawet spał tu, a na dodatek jest chłopakiem.
-Okay, wybierasz się gdzieś dzisiaj?-zapytała
-Tak idę o 14 do Nicole- Co innego miałam powiedzieć? Że idę do Justina. Nie dosyć że dostała bym szlaban za okłamanie jej co do 'niepoznania sąsiadów' to jeszcze na pewno nigdzie by mnie nie puściła. A tak mogę sobie tego wszystkiego oszczędzić.
-Dobrze, aaa
-Ty mi lepiej opowiedz jak było na wyjeździe.-zmieniłam temat, bo zaczęło by się przesłuchanie o to co robiłam przez cały tydzień, albo coś innego. A wtedy mogła bym wpaść w jakieś kłopoty. Moja mama nie lubi opowiadać o sobie, więc i tym razem tego nie zrobi.
-Było Dobrze, idę zająć się obiadem.-powiedziała i poszła do kuchni.
1 dla Kathe, 0 dla mamy. -pomyślałam. 
Była już 13:30, jak to szybko zleciało. Wstałam z kanapy, i poszłam do łazienki, aby zrobić jeszcze ostatnie poprawki w swoim wyglądzie. Wciągnęłam na nogi białe forsy, i zeszłam na dòł. Włączyłam jeszcze na chwile, jakiś program muzyczny i usiadłam słuchając piosenek. Gdy na zegarku wybiła 13:55 wstałam z kanapy i wyłączyłam telewizor. 
-Mamo wychodzę.-powiedziałam i wyszłam biegnąc w kierunku domu Justina. Ktoś mógłby mnie zobaczyć, więc musiałam się pospieszyć. Wbiegłam do domu Justina nawet nie pukając, i modliłam się aby mama mnie nie widziała. 
-Jestem.- powiedziałam a w salonie pojawił się uśmiechnięty Justin -Nie pukałam, bo nie chciałam aby mama zauważyła że stoję przy twoich drzwiach.-dokończyłam
-Okay, czuj się jak u siebie piękna.-uśmiechnęłam się na jego słowa.
-Dzięki. -powiedziałam stojąc nadal w tym samym miejscu, a Justin znaczą się do mnie zbliżać. Teraz stał parę centymetrów ode mnie. Pociągnął mnie za ramie, zamykając tym samym przestrzeń która nas dzieliła. Napierałam teraz lekko na jego klatkę piersiową.
Nachylił się nad moją szyją lekko muskając ją swoimi ustami. Po moim ciele przeszedł lekki dreszcz, co spowodowało gęsią skórkę.
-Widzę jak na ciebie działam, i wiesz co skarbie? To działa w obie strony. - poczułam na mojej szyi jego ciepły oddech co spowodowało, kolejny dreszcz. Justin widocznie to zauważył, bo zachichotał. Jego usta przesuwały się w kierunku moich, zatrzymał się pod podbródkiem i odsunął się lekko, aby spojrzeć mi w oczy, po czym złączył nasze usta. Natychmiastowo odwzajemniłam pocałunek, kładąc jedną rękę na jego szyj, a drugą wplatając w jego włosy. Pociągnęłam lekko za końcówki jego włosów, a on jęknął prosto w moje usta.
-A więc tak chcesz się bawić?-powiedział łapiąc mnie za pośladki i podnosząc do góry. 
Owinęłam swoje nogi wokół jego tali, a nasze usta znowu się złączyły, teraz już w głębszym pocałunku. Uszczypnął lekko mój tyłek, otworzyłam usta łapiąc powietrze, a on skorzystał z sytuacji i wślizgnął język do mojej buzi.
Teraz nasze języki walczyły ze sobą. Justin położył mnie na kanapie, nadal całując. W pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk telefonu Justina, wstał ze mnie wysuwając telefon z kieszeni, odbierając go i przysuwając do ucha. Może to i dobrze, że akurat teraz zadzwonił? Kto wie, co by tu się jeszcze mogło stać. Przecież ja praktycznie go nie znam, a działa na mnie tak, że nawet nie potrafię tego wytłumaczyć. Spojrzałam na Justina rozmawiającego przez telefon, wyglądał na zdenerwowanego.
-Jak to? Czy was do reszty pojebało? Co wy sobie myślicie.? Dzisiaj Niedziela, chyba mam prawo spędzić chociaż jeden, jebany dzień w spokoju, prawda?- mówił, ewidentnie było widać, że jest wkurzony.
-Matt kurwa nie obchodzi mnie to, radźcie sobie sami, jasne? Poinformujcie mnie jeszcze później z łaski swojej, czy się udało.-powiedział, rozłączył się i włożył telefon do kieszeni. Wiem chociaż że rozmawiał z Mattem.
-Umm... Wszystko okay?-powiedziałam cicho, był zdenerwowany więc nie wiem jak może teraz zareagować.
-Tak, nie musisz się mnie bać Kathe.-powiedział, a jego głos był milszy niż parę sekund temu, gdy rozmawiał z Mattem.
-Nie boję się.-powiedziałam lekko się do niego uśmiechając.
-To dobrze, obejrzymy jakiś film? - zapytał, siadając obok mnie na kanapie.
-Okay, a co masz?
-Parę horrorów i jakieś filmy akcji.
-Tylko nie horrory.-powiedziałam natychmiastowo, na co on tylko na mnie dziwnie spojrzał.- Jaaa...boję się horrorów.- dokończyłam, bawiąc się palcami, a Justin się uśmiechnął.
-W takim razie oglądamy horror.
-Justin!
-Wiesz, możesz się przytulić jeśli będziesz się bała.-powiedział, uśmiechając się szeroko.
-No dobra, niech ci będzie.- powiedziałam smutnym głosem.
Justin podszedł do telewizora, i podłączył do niego mały pendrive. Usiadł z powrotem obok mnie, ale o wiele bliżej niż chwile temu. Chwycił za pilot, i włączył wybrany przez siebie horror. Początek był w miarę spokojny, ale gdy wyskoczyła jakaś straszna postać od razu wtuliłam się w Justina. Obwinął rękę wokół mojej tali, odchylając się bardziej do tyłu, a ja położyłam głowę na jego kolanach, podkładając sobie pod głowę jedną rękę.



 
Otworzyłam oczy, nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam. Spojrzałam na Justina, który też spał. Wyjęłam telefon z kieszeni była 22:15 a na wyświetlaczu wiadomość.

od: Mama
Wyjechaliśmy z tatą za miasto,wrócimy nad ranem. Nie siedź długo u Nicole. 
 
Czasami są plusy, tego że rodzice wyjeżdżają, bo gdybym teraz wróciła do domu, pewnie dostała bym niezły ochrzan. Ale czasami jest też tak że wracają po jakimś dłuższym czasie do domu, a później okazuje się że znowu muszą wyjechać, aby załatwić jakieś ważne sprawy. I wtedy przez parę dni muszę siedzieć w domu kompletnie sama. Tak to jest gdy rodzice prowadzą jakąś firmę. Nigdy się tym nie interesowałam.
-Coś się stało? - Usłyszałam zaspany głos Justina, i podniosłam głowę do góry, aby zobaczyć jego zaspane oczy.
-Nie, rodzice napisali mi wiadomość, że musieli znowu wyjechać i wrócą nad ranem.
-Czyli zostaniesz jeszcze.- To brzmiało bardziej jak stwierdzenie, a nie jak pytanie.
-Tak, chyba że chcesz się już mnie pozbyć.-powiedziałam, uśmiechając się.
-Nie, skąd! Chodź, pewnie jesteś głodna, zrobimy coś do jedzenia.-powiedział, a ja wstałam. Justin powtórzył mój ruch, i złapał mnie za rękę ciągnąc w kierunku kuchni. Zrobiliśmy parę rodzaj kanapek, oraz herbatę i wróciliśmy na kanapę, jedząc je.
-Dlaczego, nie chciałeś jechać do chłopaków?- zapytałam
-Nie muszę być na ich każde zawołanie. -odpowiedział
-Jeśli to było coś ważnego, mogłeś jechać, ja poszłabym do domu.
-Wolałem zostać z tobą.
-Naprawdę?
-Tak.- powiedział, i oplótł rękę wokół mojej tali.
Znamy się ponad tydzień a ja mam wrażenie, jak bym znała go o wiele dłużej. Ale na pewno nie wiem o nim wszystkiego. Przecież to gangster, czego ja się spodziewam?
Spojrzałam na zegarem była 23:25.
-Pójdę już do domu.-wstałam z kanapy i zrobiłam krok w kierunku drzwi wyjściowych, ale Justin pociągnął mnie za nadgarstek, tak że usiadłam na jego kolanach.
-Musisz?
-Jestem zmęczona.
-Odprowadzę cię do domu.
-Justin, przypominam ci, że mieszkam naprzeciwko Ciebie.
-Tak, wiem. I co z tego?
-Dobra, skoro chcesz.
Wstałam z jego kolan i ruszyłam w stronę drzwi, Justin szedł za mną. Otworzyłam drzwi, i poczułam zimne nocne powietrze, na swoim ciele. Justin zamknął drzwi, przeszliśmy przez ulice i zatrzymaliśmy się tym razem przed moimi drzwiami. Chwyciłam zapasowe klucze, które zawsze nosiłam ze sobą, w razie takim sytuacji, i weszłam do domu. Justin wszedł za mną zamykając za sobą drzwi. Weszłam po schodach do swojego pokoju, podeszłam do szafy i chwyciłam szare dresy i koszulkę, którą zostawił mi Justin zeszłej nocy.
-Zaraz wracam.-powiedziałam, do Justina który siedział na moim łóżku.
Weszłam do łazienki, zdjęłam dzisiejsze ubrania i założyłam naszykowane wcześniej rzeczy. Umyłam twarz, zmywając również makijaż i rozpuściłam włosy. Weszłam do pokoju, i nie zwracając uwagi na Justina, położyłam się do łóżka. Justin wstał i podszedł do drzwi, zamykając je na klucz.
-Co robisz?- zapytałam, ciekawa
-Chyba, nie chcesz aby twoja mama złapała mnie rano w twoim pokoju, prawda?
-Masz zamiar tu spać?
-Tak. Nie pierwszy i nie ostatni raz kotku.-powiedział i puścił mi oczko. Podszedł do łóżka, zdjął buty, spodnie, koszulkę i położył się obok mnie. Położyłam głowę na jego nagim torsie, i zamknęłam oczy wsłuchując się w rytm bicia jego serca.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

-Kathe! - Zza drzwi było słychać głos mojej mamy.
Otworzyłam oczy, a obok siebie zobaczyłam śpiącego Justina. Nawet nie wiem, kiedy wczoraj zasnęłam, przy nim czuję się jakoś bezpieczniej, i mogę od razu zasnąć o nic się nie martwiąc. Ale nie to jest teraz najważniejsze, przecież moja mama stoi za drzwiami a ja mam w pokoju prawie całkiem nagiego chłopaka.
-Justin, obudź się! -zaczęłam lekko nim szarpać, na co on tylko zamruczał.
-Wstawaj, moja mama jest za drzwiami, i chce wejść.
Otworzył oczy zrzucił z siebie kołdrę, chwycił spodnie i koszulkę i zaczął się ubierać, założył buty i podszedł do okna. Odwrócił się jeszcze w moją stronę, zrobił krok do przodu i złożył mały pocałunek na moich ustach.
-Dzięki, za wczorajszy dzień.-powiedział, uśmiechając się.
-Ja też dziękuje.
-Kathe, otwórz te drzwi.-Zawołała moja mama
-Poczekaj chwile mamo, tylko się ubiorę.-odpowiedziałam jej.
Justin otworzył okno i przełożył jedną nogę za nie.
-Uważaj na siebie.-powiedziałam, tak aby mama nie mogła mnie usłyszeć.
-Nie martw się skarbie.-powiedział, a uśmiech nie znikał mu z ust. Przełożył drugą nogę za okno i podszedł po dachu do drzewa, które rosło, przy domu. Wskoczył na nie, i zsunął się na dół. Zrobił to tak jakby robił to już wcześniej milion razy. I wcale bym się nie zdziwiła, jeśli była by to prawda. Zamknęłam okno, i podeszłam do drzwi otwierając je.
-No nareszcie.-powiedziała mama, wchodząc do środka i rozglądając się.
-Czego szukasz?
-Niczego. Przyszłam cię obudzić na śniadanie, ale o dziwo miałaś zamknięte drzwi.
-Zamknęłam drzwi, bo nikogo nie było w domu, i czułam się trochę bezpieczniej.-powiedziałam, i przywaliłam sobie w myślach ręką w czoło. Co to w ogóle za wytłumaczenie?
-No, dobrze. Zejdź na dół.-powiedziała mama i wyszła.
Na moje szczęście chyba uwierzyła w te bzdury.
Zamknęłam za nią drzwi, i podeszłam jeszcze raz do okna.
Justin na pewno jest już w domu. Otworzyłam szafę i wyjęłam z niej czarne rurki i białą koszulkę z błękitnym ombre. Podeszłam jeszcze do komody i chwyciłam koronkową bieliznę. Weszłam do łazienki, zdjęłam z siebie ubrania i odkręciłam wodę. Weszłam pod prysznic, a ciepła ciecz spływała po moim ciele odprężając mnie przy tym. Umyłam ciało brzoskwiniowym żelem, a głowę truskawkowym szamponem. Zakręciłam wodę, i wyszłam spod prysznica wycierając się czarnym, miękkim ręcznikiem. Założyłam bieliznę, a potem wsunęłam na siebie wcześniej przygotowane ubrania. Uczesałam włosy, i postanowiłam zostawić je rozpuszczone. Zrobiłam lekki makijaż i wyszłam z łazienki. Założyłam jeszcze na nogi białe stopki, włożyłam telefon do kieszeni i zeszłam na śniadanie. Podeszłam do stołu w jadalni, przy którym siedziała już moja mama. Rozejrzałam się, bo nigdzie nie było widać taty.
-Gdzie tata?
-Musiał jechać do firmy, coś załatwić więc zjemy same.
-No dobra.-Usiadłam na krześle, naprzeciwko niej i zaczęłam jeść naleśniki.
-Kathe, co ty na to żeby zaprosić nowych sąsiadów na obiad.
Co ona tak się tych sąsiadów uczepiła.-pomyślałam
-Nie sądzę żeby był to dobry pomysł.-powiedziałam, a ona zrobiła dziwną minę.
-Dlaczego?
-Bo z tego co wiem, mieszka tak tylko chłopak, więc nawet jeśli zaprosisz sąsiada, nie sąsiadów.- Mama zrobiła zaskoczoną minę, tak to jest jeśli nie ma ich przez tydzień w domu.
-Więc jeśli to chłopak, trzymaj się od niego z daleka, teraz najważniejsza jest dla ciebie nauka.-Czy ona usłyszała tylko to, że sąsiadem jest chłopak?
-Mamooo, mam wakacje.
-Tak wiem, ale niedługo to się zmieni, a poza tym nie chcemy z tatą abyś spotykała się z jakimiś chłopakami, masz jeszcze na to czas.-Moi rodzice, są zdecydowanie nadopiekuńczy i wymagający, ale gdyby tylko znali całą prawdę o mnie, dostała bym szlaban do końca życia.
-Mam 17 lat.
-Wiem, ale jesteś jeszcze pod naszą opieką, więc musisz się z tym pogodzić.
Oni nadal myślą, że przez te wszystkie lata zawsze się ich słuchałam. Jeśli chciałam iść na jakąś imprezę, zawsze mówiłam rodzicom że idę do Nicole. A oni zawsze w to wierzyli.
-A ty czemu nie w firmie? -zapytałam. Po przecież mamy poniedziałek, więc jeśli tata już tak pojechał, to czemu ona nie?
-Pojadę o 11. A i wrócimy z ojcem razem. Myślę że koło 1 w nocy.
-Czemu tak późno?
-Są jakieś niedociągnięcia, więc będziemy siedzieć nad papierami, żeby to jakoś wyprostować.
-Ok.W końcu to niepierwszy raz.
-Skarbie wiesz że jesteśmy odpowiedzialni za tą firmę, jeśli ona upadnie to my razem z nią.
-Tak mamo, wiem nie jestem głupia.-Skończyłam jeść, więc chwyciłam talerz i zaniosłam go do zmywarki.- Idę do siebie.-dokończyłam, i wbiegłam po schodach na górę.
Rzuciłam się na łóżko. Mój telefon za wibrował. Wyjęłam go z kieszeni a na wyświetlaczu pojawiła się wiadomość od Justina.


_____________________________________________
Dodaję ten rozdział jeszcze raz ponieważ tamten nie dodał się w całości, za co bardzo przepraszam :( Dziękuje za wszystkie wyświetlenia :) Ale moglibyście zostawiać również więcej komentarze. Miłego czytania :)

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 5 : Nie jestem jak większość chłopaków.

Kathe POV'

Dzisiaj Sobota, to już trzeci dzień od kłótni z Justinem. W ciągu tych trzech dni, nie miałam z nim żadnego kontaktu. Jutro wracają rodzice, więc dzisiaj mam ostatnią okazje żeby się zabawić. W Piątek Scott napisał mi wiadomość że urządza dzisiaj imprezę o 19 i że jestem zaproszona. Więc to właśnie będzie ta ostania okazja do zabawy przed powrotem rodziców. Jest 11:50 a o 12 ma przyjechać pomnie Nicole i jedziemy do centrum handlowego na zakupy, bo nadal mam te 300 zł które zostawili mi rodzice i swoje oszczędności. Siedziałam na kanapie, czekając na Nicole. Usłyszałam odgłos klaksonu samochodu Nicole, wstałam wzięłam kurtkę i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Podeszłam do drzwi pasażera, otworzyłam je, wsiadłam i przywitałam się z nią. Przez całą drogę do centrum śmiałyśmy się i śpiewaliśmy piosenki, które leciały akurat w radiu. Kiedy byłyśmy już na miejscu Nicole zaparkowała samochód, wysiadłyśmy a ona go zamknęła. Też mam prawo jazdy, ale rodzice nigdy nie mają czasu aby jechać do salonu i kupić mi samochód. Weszliśmy do dużego budynku, gdzie otaczało nas pełno sklepów. Nicole pociągnęła mnie za rękę wpychając do jednego z nich. W oko wpadła mi czarna skórzana spódniczka i czerwony crop top na ramiączkach. Chwyciłam je i powędrowałam do przymierzalni. Pasowały idealnie na dzisiejszą imprezę. Wyszłam z przymierzalni w swoich już ubraniach, a przy kasie zobaczyłam zadowoloną Nicole. Podeszłam do drugiej kasy płacąc, za swoje ubrania. I wyszłyśmy ze sklepu. Kupiłyśmy to co chciałyśmy w pierwszym już sklepie, więc teraz możemy jechać już do domu.
-Co kupiłaś?-zapytałam Nicole
-Ciemne dżinsowe spodenki i biały crop top, a ty?
-Skórzaną czarną spódniczkę i czerwony crop top.
-Spódniczka plus ty plus szpilki równa się zawał.-powiedziała lekko się śmiejąc.
-Nie przesadzaj Nicole-powiedziałam- Teraz do domu, prawda?-dokończyłam
-Tak.-odpowiedziała


* * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Została godzina do imprezy. Jestem już umyta, i ubrana w rzeczy które dzisiaj kupiłam w sklepie, a Nicol uparła się że mnie umaluje i zrobi mi włosy. Powieki pomalowała mi ciemnym cieniem, ale nie za mocno. Kolor idealnie pasował do mojej cery. Rzęsy pomalowała tuszem, a usta bezbarwnym błyszczykiem. Zabrała się za prostowanie moich włosów. Parę minut później byłam prawie gotowa, brakowało mi tylko butów. Przyniosła mi moje czarne wysokie szpilki, które stały przy moim łóżku. Wsunęłam je na nogi, i wyprostowałam się.
-Wyglądasz... Przepięknie ! -wykrzyczała
-Ty też.-powiedziałam po czym ją uściślam. Miała na sobie te same rzeczy które kupiła w sklepie plus do tego kremowe szpilki. Włosy również miała rozpuszczone, a rzęsy pomalowane, jej policzki przykrywał lekki róż a usta bezbarwny błyszczyk. Wyglądała idealnie.
-Dzięki, ale na pewno nie lepiej niż ty.-powiedziała uśmiechając się do mnie.- No to co jedziemy?-zapytała
-Tak.-odpowiedziałam biorąc z łóżka czarną kurtkę i wkładając do niej telefon.
Zeszliśmy na dół, zamknęłam drzwi i poszliśmy do samochodu. Chwile później siedziałam już w nim razem z Nicol jadąc do domu Scotta. Będąc już na miejscu Nicole zaparkowała trochę dalej, bo nigdzie nie było wolnych miejsc. Wysiadłyśmy z samochodu, oczywiście zamykając go i ruszyliśmy w kierunku domu z którego wydobywała się głośna muzyka. Wchodząc do środka z Nikol, parę facetów zaczęło na nas gwizdać. Wszyscy się obrócili aby na nas spojrzeć. Nie lubię tego, i nigdy nie polubię.
-Czego się patrzycie! Zajmijcie się sobą. - Przed nami stał Matt idąc w kierunku Nicol.-Muszę się przyzwyczaić że mam taką seksowną dziewczynę, i pilnować aby nikt nie położył na niej łap.-Dokończył patrząc cały czas na Nicol i uśmiechając się.
-Jest Lily?- zapytałam Matta
-Tak stoi z Dannym, i resztą w kuchni. Tylko weź chusteczki żeby wytrzeć im ślinę, gdy cię zobaczą.-powiedział lekko się uśmiechając i łącząc jego usta z Nicol. Wchodząc do kuchni zobaczyłam drobną posturę dziewczyny owiniętą ramieniem Danniego. Podeszłam bliżej.
-Cześć wszystkim-powiedziałam, a wszyscy obrócili się w moją stronę ,ich szczęki tak jakby trochę opadły, zauważyłam Justina który dokładnie mi się przyglądał. A ja nadal nie zapomniałam o kłótni z samochodu i o tym co widziałam przed jego domem.
-Na co się tak gapicie? Ducha zobaczyliście czy jak?-powiedziałam, odwracając się aby upewnić się że nic za mną nie stoi.
-Umm... Kathe wyglądasz... wspaniale.-powiedział Ryan
-Bez przesady. Danny zabieram ci ją na chwile.-powiedziałam wskazując na Lily. Na co on skinął.
-Tylko niezadługo.-powiedział
-Ależ oczywiście.-powiedziałam uśmiechając się lekko.
Pociąg łam ją na parkiet, i zaczęłyśmy tańczyć tak jak to zazwyczaj robią dziewczyny. Oczywiście jako koleżanki, nie jako para.
-Ciągle ci się przygląda.-powiedziała Lily, dość głośno tak abym mogła usłyszeć ją przez tą muzykę
-Kto?-zapytałam
-Justin, a kto inny.-stwierdziła
-Obróćmy się na chwile.-powiedziałam, i teraz to ja widziałam co dzieje się za plecami Lily. I rzeczywiście Justin, ciągle mi się przyglądał.
-I co? Nadal się na ciebie patrzy?-zapytała
-Tak cały czas.-spojrzałam na nią, a ona się uśmiechnęła.
Gdy piosenka się skończyła, chwyciłam dłoń Lily i pociąg łam ją w kierunku chłopaków i Nicole.
-Oddaje.-powiedziałam do Danniego
-Dzięki-powiedział i złapał Lily w tali.
-Kathe musimy pogadać.-powiedziała Nicole, odciągając mnie na bok, tak żeby nikt nie słyszał naszej rozmowy.- Widziałaś?-zapytała
 -Co?
-To jak na ciebie patrzył.Nie udawaj głupiej Kathe.
-No dobra widziałam, i co z tego?
-Przecież on cię tam pożerał wzrokiem. Nawet chłopaki mu dogryzali.
-Co mówili?
-Że się na ciebie napalił i inne gówna. Ale on tylko powiedział nie odrywając od ciebie wzroku, że mają Zamknąć Mordy.
-Coś jeszcze?-dopytywałam ciekawa
-Matt powiedział tylko mu że w Środę nie był zbyt dla ciebie miły. A on odpowiedział że to nie jego sprawa i wgl. Ale później przyznał że trochę przesadził.
-Ale to nie była tylko jego wina, ja też na niego nakrzyczałam i wyzwałam go od "Męskiej Kurwy" a nic o nim nie wiem, miał rację. - I dopiero teraz miałam wyrzuty sumienia.
-Podoba ci się prawda?- zapytała Nicole
Może i jest przystojny i tak niesamowicie pachnie, i gdy mnie całuje w moim brzuchu fruwają motylki a na jego dotyk dostaje przyjemnych ciarek, ale no przecież nie mogę jej tego powiedzieć.
-Kathe, mówię do ciebie.-powiedziała Nicole
-hmm?
-Podoba ci się Justin?
-Nie skąd, co ci w ogóle do głowy przyszło ?
-Patrzycie na siebie tak ummm... z resztą nieważne. 
Do kuchni wszedł Justin. Wyglądał tak idealnie czarne dżinsy zwisające w kroku, biała koszulka i czarny snapback oraz białe supry.
-Kathe możemy pogadać?-zapytał
-Tak, jasne.-odpowiedziałam
-To ja was zostawiam.-powiedziała Nicol i zniknęła w tłumie
-Może nie tutaj, bo trochę tu głośno.-powiedział a ja tylko skinęłam głową, no bo co miałam powiedzieć, ostatnio nazwałam go męską dziwką i na pewno muszę go za to przeprosić. Złapał mnie za rękę i ciągnął w kierunku drzwi frontowych przeciskając się przez tłum.
-Gdzie idziemy?-zapytałam
-Zobaczysz.-odpowiedział
Byliśmy już przy jego samochodzie, a on podszedł do drzwi pasażera i otworzył je.
-Wsiadaj.-powiedział dość miłym głosem.
Zrobiłam co mi kazał. Obszedł samochód do okola i usiadł na miejscu kierowcy, odpalając silnik i wyjeżdżając z 'parkingu'. Żadne z nas się nie odzywało, co przypominało mi o naszej ostatniej kłótni i o tym jak go nazwałam.
-Justin...-zaczęłam
-hmmm?-powiedział przez sekundę patrząc na mnie, a potem znowu zajął się wpatrywaniem w drogę.
-Przepraszam, nie powinnam w tedy tego wszystkiego mówić. Nie znam cię zbyt dobrze, więc nie wiem jakie jest twoje życie. Miałeś racje.-powiedziałam, bawiąc się nerwowo swoimi palcami.
-Ja też przepraszam, nie powinienem na ciebie krzyczeć.-powiedział
-Ale ty mnie nie nazwałeś umm... no wiesz.-powiedziałam wpatrując się w swoje kolana.
-Męską dziwką? Miałaś w pewnym sensie racje.-spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.- Nie potrafię zatrzymać przy sobie kobiety dłużej niż na jedną noc, więc tak jakby jestem męską dziwką, a ty powiedziałaś to co myślałaś. Nic się nie stało.-dokończył
-Naprawdę przepraszam.-powiedziałam
-Kathe naprawdę to nic.-powiedział uśmiechając się do mnie.
-Gdzie jedziemy?-zapytałam
-Mówiłem ci już ,że zobaczysz.-odpowiedział
Jechaliśmy jeszcze jakieś 20 minut w kompletnej ciszy.
-Jesteśmy.-oznajmił, a ja rozejrzałam się. Staliśmy na drodze, a po mojej stronie była mała wąska ścieżka. Wysiadł z samochodu, a ja powtórzyłam jego ruchy.
-Chodź.-powiedział i złapał mnie za rękę. Patrzyłam na nasze złączone dłonie, pasowały do siebie idealnie, tak jakby właśnie były dla siebie stworzone. Co ja właściwie gadam. Justin zatrzymał się, więc ja też, odwróciłam wzrok od naszych dłoni i spojrzałam przed siebie. Byliśmy na jakiejś polanie, a przed nami był mały staw otoczony niewielkimi pagórkami. 
-Podoba ci się?
-Tak, jest wspaniale.-powiedziałam
-Chodź-powiedział i znowu zaczął ciągnąć mnie za dłoń.
Podeszliśmy do jakiegoś drzewa. Justin usiadł i oparł się o pień ciągnąc mnie w dół, abym zrobiła to samo. Usiadłam koło niego kładąc kłowe na jego kładce piersiowej. Było Pięknie. Księżyc odbijał się w wodzie a pagórki dodawały temu wszystkiemu jeszcze większego uroku.
-Wiesz, nie jestem jak większość chłopaków.-zaczął
-Wiem.-powiedziałam na co on spojrzał na mnie lekko zdziwiony
  -Ale nie chodzi mi teraz o to że jestem tak bardzo przystojny nie to co inni.-powiedział z wielkim uśmiechem na ustach
-I skromny-zaśmiałam się- Ale Justin wiem naprawdę o co ci chodzi, jesteś gangsterem którego wszyscy znają i wszyscy się boją-dokończyłam
-Skąd ty o tym wiesz?-zapytał zdziwiony
-No wiesz Matt, Nicole.-powiedziałam
-A ty mnie się boisz?-zapytał, patrzą na mnie
-Nie, a powinnam?
-Nie. -powiedział i objął mnie ramieniem wtulając mnie tym samym bardziej w swoją klatkę.
-Kiedy wracają twoi rodzice?-zaczął
-Jutro rano.
-Chcesz jechać już do domu?-zapytał
-Tak.-odpowiedziałam i wstałam, a on powtórzył mój ruch, złapał mnie za rękę i razem wędrowaliśmy dróżką w stronę samochodu.


Justin POV'


Siedzieliśmy już w samochodzie jadąc do domu Kathe. Jest zupełnie inna niż wszystkie dziewczyny. Zawsze gdy jakaś dziewczyna dowiadywała się że jestem gangsterem uciekała bo myślała że prędzej czy później i tak ją zabiję. I powoli miałem już tego dosyć. Byłem pewny że tym razem będzie tak samo, powiem jej a ona ucieknie. A tu niespodzianka, wiedziała już o tym i nawet się nie przejęła, jakby to było coś normalnego. Może jest już do tego przyzwyczajona, bo przecież zna chłopaków. Ale mimo wszystko i tak jest wyjątkowa. Znowu to samo, Bieber o czym ty w ogóle myślisz hmm?
-Jesteśmy.-powiedziałem, a ona spojrzała na mnie z uśmiechem. Musiałem z nią tam wejść, musiałem. No ale przecież co jej powiem.”Wejdę z tobą, bo chce cię mieć blisko siebie” Co ona by sobie pomyślała?
Otworzyła drzwi i chciała już je zamknąć ale zatrzymała się.
-Chcesz wejść na herbatę?-zapytała
Tak wejdę na tą pieprzoną herbatę. To jest doskonały moment aby się z nią tam dostać.
-Czemu nie, poczekaj tylko wjadę samochodem na swój podjazd.-powiedziałem a ona zamknęła drzwi, czekając na mnie.
Wjechałem na swój podjazd, zgasiłem samochód wyciągnąłem kluczyki i wysiadłem z samochodu. Ruszyłem w kierunku czekającej Kathe. Wyglądała tak pięknie. Podeszliśmy razem do drzwi, a ona otworzyła je. Weszliśmy do środka, zdjęła kurtkę i powiesiła ją na wieszaku.
-Rozgość się.-powiedziała wskazując na kanapę i telewizor. I jak się domyślam poszła do kuchni wstawić wodę na herbatę. Wcale nie miałem ochoty na żadną herbatę, no ale miałem okazje tu się dostać, wiedź czemu niby miałem ją zmarnować?
Po chwili wróciła z dwoma kupkami herbaty w rękach. Postawiła je na stoliku i usiadła koło mnie.
-Pięknie wyglądasz.-powiedziałem, a ona się zarumieniła.-Musisz się przyzwyczajać do komplementów, bo będę ci je dość często powtarzać.-dokończyłem, i puściłem jej oczko.
Kathe chwyciła za swoje szpilki, i zdjęła je z nóg. Podniosła się i postawiła je w szafce na buty. I usiadła z powrotem koło mnie.
-Gdzie łazienka?-zapytałem
-Po schodach, pierwsze drzwi po prawo, lub też mój pokój, gdzie wolisz.-odpowiedziała.
Podniosłem się i wbiegłem po schodach, chwyciłem za klamkę drzwi o których mówiła Kathe, i zamknąłem je szukając włącznika od światła, gdy już go znalazłem zapaliłem go a moim oczom ukazała się wielka łazienka cała w płytkach. Po ok. 3 minutach wyszedłem z niej i zeszedłem na dół, podszedłem do kanapy, i zauważyłem śpiącą Kathe trzymającą w dłoni telefon. Musiała być naprawdę zmęczona. Podszedłem bliżej niej jedną ręką chwyciłem ją pod kolanami a drugą wsunąłem pod jej plecy. Podniosłem ją do góry, z zamiarem zaniesienia jej do swojego pokoju. Wszedłem po schodach i lekko kopnąłem drzwi od jej pokoju, na co te się otworzyły. Położyłem ją na łóżku i wyjąłem z jej ręki telefon. W tedy przypomniało mi się że nie mam jeszcze jej numeru. Odblokowałem jej telefon i wpisałem do niego swój numer, podpisując się jako Justin i zadzwoniłem na swój , tak żebym również miał jej numer, i położyłem go na komodzie. Spojrzałem na nią jeszcze, przecież nie będzie spać w ubraniach, a budzić jej na pewno też nie będę. Otworzyłem jej szafe, wyjołem z niej szare dresy, ale nie mogłem znaleźć żadnej bluzki w której mogła by spać, napewno jakaś tam jest ale ja po prostu nie mogę jej znaleźć. Dresy leżały na wieszchu, więc znalazłem je z łatwością. No nic, dam jej swoją koszulkę. Podszedłem do niej i zdjąłem z niej spódniczkę, przygryzłem lekko wargę gdy moim oczom ukazały się jej majtki, założyłem na nią dresy. Teraz zabrałem się za koszulkę, i podciągnąłem ją do góry i znowu przygryzłem wargę, ale tym razem trochę mocniej, jest tak cholernie seksowna. Zdjąłem z siebie koszulkę i założyłem ją na nią. Nawet na sekundę się nie przebudziła. Przykryłem ją jeszcze kołdrą i wyszedłem jak gdyby nic. Zszedłem po schodach i wyszedłem przez drzwi frontowe, kierując się do swojego domu. Powietrze było dość chłodne co mogłem poczuć na swojej nagiej klatce piersiowej. Otworzyłem drzwi od swojego domu, wbiegłem po schodach na górę i wszedłem do sypialni rzucając się na swoje łóżko. Rodzice Kathe jutro przyjeżdżają, więc muszę wymyślić jakiś dobry plan żeby ją jutro zobaczyć. Leżałem jeszcze chwile na łóżku, a potem zasnąłem.

_______________________________

Jest i 5 rozdział :) Dzięki za wszystkie wyświetlenia. :) Miłego Czytania :D

Rozdział 4: Po jaką cholere mnie oceniasz?

Justin Pov'

-Justin!- w dali słyszałem głos Kathe- Zostaw mnie !-mówiła. Z kimś się szarpała to było pewne. Biegałem po całym lesie, modląc się abym ją w końcu znalazł, ale gdy wchodziłem w jakąś dróżkę w oczekiwaniu że ją znajdę głos wołającej Kathe słabną, co oznaczało że się od niej oddalam. Za każdym razem zawracałem i  wchodziłem w inną dróżkę.

-Kathe, gdzie jesteś?-wołałem

-Justin ! -krzyczała, po jej głosie można było powiedzieć że płakała

Wbiegłem w kolejną dróżkę pewny że i tym razem nie trafie, ale niespodziewanie głos Kathe wcale się nie oddalał wręcz był bardziej wyraźny, oznaczało to że jestem coraz bliżej niej. Zacząłem biec, wbiegłem na polane. Stał na niej dość wysoki mężczyzna z bronią w ręku przyciśnięta do skroni Kathe.

-Justin, proszę pomóż mi ! -krzyczała dławiąc się własnymi łzami.

Mogę go zabić, mam już przecież w tym doświadczenie. Uratuje Kathe. Wyciągnąłem broń z tyłu moich spodni i zrobiłem krok do przodu.

-Bieber stój tam gdzie stoisz, bo inaczej twoja dziwka umrze.-powiedział facet, którego twarzy nie widziałem, przez kaptur który miał na głowie. Przez to nie miałem pojęcia z kim mam do czynienia. Ale ten głos był znajomy, nawet bardzo znajomy. Szukałem odpowiedniej twarzy w głowie dopasowując do niej głos.

-Lucas?-zapytałem nie pewnie.

-Brawo, Bieber. Już myślałem że się nie doczekam.-odparł

-Puść ją!-krzyczałem

-Nie tak szybko, Bieber! Jesteś moim wrogiem od zawsze, a teraz mam idealną okazję żeby cię złamać, i to przez głupią dziewczynę.-powiedział po czym wokół nas było słychać dźwięk przeładowanego pistoletu, co świadczyło o tym że jest gotowy do strzału.

-Zostaw ją Lucas, ona nie ma z tym nic wspólnego.-odpowiedziałem

-Ale ma coś wspólnego z tobą, i to mi wystarczy.- powiedział i nacisną spust pistoletu. Kula wbiła się w płat skroniowy Kathe, powodując że bezwładnie upadła na ziemię.

-Kathe Nieee! -krzyczałem biegnąc w jej stronę.

-Nieeee!-powtórzyłem krzycząc, i zamykając oczy.




-Justin obudź się!-Kathe krzyczała wprost do mojego ucha, szarpiąc mną. Otworzyłem oczy, aby zobaczyć zaniepokojoną Kathe obok siebie. To był tylko koszmar, ale najgorszy jaki kol wiek miałem. Może znałem Kathe te cztery dni, ale była dla mnie ważna, i nie wybaczył bym sobie jeśli coś by jej się stało. Nie była jak te wszystkie puste wymalowane lale. Ona była idealna, była marzeniem każdego faceta. A to akurat ja ją poznałem. Bieber kurwa co się z tobą dzieje, zachowujesz się jak pierdolona cipa.-pomyślałem

-Wszystko dobrze Justin?-Kate pytała cały czas się we mnie wpatrując.

-Tak, przepraszam że cię obudziłem.-powiedziałem

-Mną się nie przejmuj- odpowiedziała

-Co ci się śniło?- zapytała ciągle się we mnie wpatrując

-Nic takiego.-odparłem.

Przecież nie mogłem jej powiedzieć że w moim koszmarze umiera a ja nic z tym nie mogłem zrobić.

-Na pewno?- dopytywała najwidoczniej mi nie wierzyła.

-Tak-odpowiedziałem po czym na moje usta wytargł mały uśmiech.

Starałem się jakąś ją uspokoić.

Moje gardło było kompletnie suche, a głowa bolała. No tak wczorajsza impreza. Spojrzałem na Kathe i po jej minie mogłem wywnioskować że czuję się tak jak ja.

-Chodź idziemy po coś do picia, i tabletki-powiedziałem po czym zrzuciłem z nas kołdrę.

Wstała szybko z łóżka i wyprzedziła mnie, na co lekko zachichotałem, naprawdę musiało jej się pić.

-Co?-zapytała

-Aż tak chce ci się pić?-powiedziałem i znowu zachichotałem

-Jak nigdy.-powiedziała, łapiąc mnie za rękę i zaczęła ciągnąc mnie w kierunku kuchni.

-No idę przecież.-odpowiedziałem na jej szarpanie za moją dłoń.

Szła przede mną więc mogłem ją zauważyć że ciągle miała na sobie moją koszulkę która z łatwością zakrywała jej tyłek. To była jedna z tych koszulek które są dość luźne na mnie, więc wyobraźcie sobie jak ona wyglądała na niej. Ale kurwa w moich ciuchach wygląda tak seksownie, więc nie mam na co narzekać.

-Co chcesz? Sok,? Cole? - pytała

-Wystarczy mi sok.-odpowiedziałem cały czas nie spuszczając z niej wzroku

Stała w kuchni tylko w mojej koszulce, na niej wyglądała bardziej jak sukienka. Stanęła na palcach aby chwycić dwie szklanki z suszarki, po czym wzięła sok i nalała go do dwóch szklanek. A potem podała mi jedną. Wzięła dwie tabletki przeciwbólowe z pudełeczka które stało na stole. Biorąc jedną dla siebie a drugą podając mi. Włożyłem tabletkę do buzi i popiłem ją sokiem, a ona powtórzyła moje ruchy.

-Idę się odświeżyć.-powiedziała. Na co skinąłem.

Wyszła z kuchni i poszła w stronę schodów. Spojrzałem na dwie kanapy w salonie na jednej spał Scott a na drugiej Luke. Na stole panował wielki bałagan, co przypominało mi o wczorajszej imprezie tutaj i o tym co widziała Kathe na górze. Zachowałem się jak ostatni Kretyn. Spojrzałem na schody i postanowiłem iść w ślady Kathe. Wszedłem do pokoju, a z łazienki było słychać szum wody. Wyobraziłem sobie Kathe która właśnie tam stoi w pełni naga. I nie ukrywam chciał bym to zobaczyć. Na samą myśl o tym na moją twarz wkradł się wielki uśmiech. Szum wody w łazience przycichł. Jakieś 5 może 10 minut później z łazienki wyszła ubrana w wczorajsze ubrania Kathe.

-Ślicznie wyglądasz.-skomplementowałem jej strój i wcale nie kłamałem. A jej twarz zalał lekki rumieniec. Na co się uśmiechnąłem.

-Umm... Dzięki.-odpowiedziała

-Oddasz mi moja koszulkę?- zapytałem patrząc na jej rękę w której właśnie ją trzymała.

-Tak jasne, trzymaj.-powiedziała podając mi ubranie.

Założyłem ją. Czułem że koszulka pachnie jej zapachem, i miałem ochotę się nim zaciągnąć. Ale widziałem że ona cały czas patrzy a wtedy pomyślała by że jestem jakimś świrem czy coś.


Kathe POV'

-Zawieziesz mnie do domu?-zapytałam

-Jasne.-odpowiedział

Chwycił kluczyki i otworzył mi drzwi abym wyszła pierwsza. WOW! Justina dżentelmena jeszcze nie znałam.

Przez całą drogę w samochodzie panowała dziwna cisza. Gdy byliśmy już na miejscu Justin zatrzymał się przed moim domem.

-Ummm... dzięki.-powiedziałam i chciałam już wysiąść kiedy Justin złapał mnie za nadgarstek.

-Kathe przepraszam za wczoraj.-powiedział nie spuszczając ze mnie wzroku.

-Nie masz za co przepraszać, i nie musisz mi się tłumaczyć. Nie jesteś moją własnością, Justin.-odpowiedziałam

-Obiecałem że cię zabiorę, alee...

-Ale mnie nie zabrałeś, nic się nie stało. Wolałeś spędzić czas z tamtą dziewczyną, i to nie jest moja sprawa. -przerwałam mu.

Cały wczorajszy dzień przebiegł przed moimi oczami, i wspomnienie o tym że wolał być z inną dziewczyną, owszem trochę bolało. Ale nie mogłam dać po sobie tego poznać. Nie jest mój i nigdy nie będzie.

-Ja się tylko z nią zabawiłem-powiedział, A mnie zamurowało.

-Tylko? Tylko? -pytałam nie dowierzając w jego słowa.-Zachowujesz się jak męska dziwka. Ale to nie moja sprawa.-dokończyłam. Jego oczy pociemniały, a szczęka lekko się zacisnęła na te słowa.

-Prawda boli?-znowu się odezwałam, miałam dość jego humorków, i teraz ja również byłam zdenerwowana, może nie tak jak on, ale byłam.

-Nic Kurwa o mnie nie wiesz. Więc po jaką cholerę mnie oceniasz. Hmm? Uratowałem ci życie, a ty mi tak dziękujesz. -powiedział, a każde słowo wypowiadał z jadem.

-Masz rację. Nie potrzebnie mnie wtedy ratowałeś. Albo bym tam po prostu umarła, albo jakimś cudem bym uciekła. Ale do tej pory być może jeszcze bym cię nie znała. To były by normalne zwykłe cztery dni. Jesteś idiotą. Cieszę się że chociaż teraz poznałam jaki naprawdę jesteś..-powiedziałam, wysiadając z samochodu i zatrzaskując za sobą drzwi.

Podeszłam do drzwi i otworzyłam je obróciłam się jeszcze. Justin zaparkował samochód na swoim podjeździe i wysiadł z niego. Nasze spojrzenia spotkały się na sekundę, ale ja od razu odwróciłam głowę wchodząc do domu i zamykając za sobą drzwi. Pokazał mi chociaż jaki naprawdę jest. Lepiej późno niż wcale. Byłam naprawdę wkurzona. Powiesiłam klucze i kurtkę, i poszłam do kuchni w poszukiwaniu czegoś co mogła bym zjeść. Zdecydowałam się na płatki które znalazłam w szafce. Wyjęłam mleko z lodówki i wlałam je do garnuszka, a płatki wsypałam do miski. Parę minut później płatki były już gotowe, a ja siedziałam przed telewizorem jedząc je i próbując się uspokoić. Mój telefon za wibrował, wyjęłam go z kieszeni, a na ekranie pojawiła się wiadomość.
Od :Nicole
Jesteś w domu?
Jestem pewna że chce przyjechać, abym wytłumaczyła jej moje wczorajsze zachowanie. A ja nie mam na to ochoty, po tej całej kłótni z Justinem. Ale postanowiłam jej odpisać.
Do: Nicole
Tak. Ale jeśli chcesz pytać o wczoraj, to lepiej sobie odpuść.
Po chwili mój telefon znowu za wibrował.
Od: Nicole
Co ci jest?
Czy od razu musi mi coś być? Po prostu jestem wkurzona. Każdy ma prawo się denerwować.
Do: Nicole
Nic po prostu jestem zdenerwowana.
Po minucie mój telefon znowu za wibrował, nawet teraz to zaczęło mnie irytować.
Od: Nicole
Jestem za 10 minut. I nawet nie próbuj zaprzeczać.
Schowałam telefon do kieszeni, i kończyłam swoje płatki oglądając przy tym telewizje.
Usłyszałam pukanie do drzwi i spojrzałam na zegarek. To 10 minut minęło dość szybko. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je, Nicol weszła do środka nawet się nie witając.
-Też się ciesze, że cię wiedzę.-powiedziałam nie zbyt miłym głosem, na co ona lekko się skrzywiła.
-Cześć.-powiedziała -Co się dzieje?-dokończyła
-Nic. Jestem zdenerwowana, i tyle. Chyba mogę, nie?-powiedziałam
-Ale musisz być zdenerwowana na coś, przez coś albo przez kogoś. Przecież nie jesteś wkurzona bo ci się tak zachciało.-odpowiedziała
-Pokłóciłam się z Justinem.
-No tak, mogłam się tego spodziewać.-powiedziała. Spojrzałam na nią lekko przymrużając oczy.
-Niby skąd? Jesteś wróżką czy jakimś innym gównem?-powiedziałam niemiłym tonem.
-Jesteś wkurzona, i to ostroooo. Opowiadaj, trochę ci ulży.-powiedziała, ale nie podchodziła bliżej, tak jakby czegoś się obawiała. Co było dość śmieszne. Czy ona się mnie boj? Aż tak strasznie teraz wyglądam?
-Siadaj.-powiedziałam i wskazałam na kanapę. Posłuchała mnie i usiadła, a ja zaraz obok niej.
Opowiedziałam jej wszystko, dokładnie tak ja było.
-No wiesz, po nim można spodziewać się wszystkiego.-powiedziała
-A skąd ty możesz to wiedzieć hmm? Przypominam ci że znasz go dokładnie tyle co ja.-odpowiedziałam
-Bo wiesz Kathe, ty nie wiesz wszystkiego. Nie zastanawiało cię czemu chłopaki tak szybko chcą go wciągnąć w gang, i czemu mu tak szybko zaufali?- dokończyła
-Mów co wiesz.-szybko powiedziałam
-Bo wiesz on nie jest zwykłym chłopakiem, jest gangsterem którego wszyscy znają i się boją. Dla chłopaków jest wielkim skarbem. Siedzi w tym już dość długo narkotyki, morderstwa no wiesz wszystko czym zajmują się takie gangi. Ma w tym wszystkim, wielkie doświadczenie. Zna go cała Kanada jak i nie dalej. Więc chłopaki chcą go jak najszybciej, bo po pierwsze boją się, że jakiś inny gang może go im sprzątnąć spod nosa, a po drugie z nim będą niepokonani. -powiedziała
-Umm... Skąd o tym wiesz?-zapytałam
-No wiesz, Matt.-odpowiedziała, a z rozmowy wyrwał nas dźwięk jej telefonu.
-To Matt, za chwile po mnie będzie.-powiedziała, patrząc w telefon i coś wystukując.
Wstaliśmy z kanapy. Nicol otworzyła drzwi, i przez nie wyszliśmy. Moim oczom ukazała się odjeżdżająca taksówka, odsłaniając tym samym Biebera idącego w kierunku domu i dziewczynę w bardzo krótkiej miniówce, i bluzce która prześwitywała tak, że można było zobaczyć jej stanik. To nawet nie można nazwać bluzką. Bieber widocznie mnie nie zauważył ale nie mogłam się powstrzymać, musiałam to skomentować.
-Mówiłam Męska Dziwka.-powiedziałam
-Kathe uspokój się.-szepnęła do mnie Nicole
Bieber odwrócił się, szukając osoby która to powiedziała, a na jego twarzy można było dostrzec już złość. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, ciskaliśmy w siebie nawzajem piorunami. Przypomniała mi się rozmowa, z samochodu, co mnie jeszcze bardziej rozzłościło.
Samochód przed nami zatrzymał się, a z niego wysiadł Matt. Widząc Nicole przytulił ją i pocałował w usta.
-Cześć Kathe- powiedział
-Cześć-wysyczałam
Matt spojrzał na Nicol pytającym wzrokiem, o co mi chodzi ? i rozejrzał się. Zauważył Biebera.
-Siema Justin-powiedział lekko krzycząc, tak aby tamten mógł go usłyszeć
-Siema.-odpowiedział mu przez zaciśniętą szczękę
-Co im jest?-zapytał Matt patrząc na Nicole
-Pierwsze Kłótnie-odpowiedziała
-A tak w ogóle, dzięki za informacje że moim sąsiadem jest gangster, któremu lepiej nie wchodzić w drogę.-powiedziałam patrząc raz na Matta a raz na Nicole.
Bieber znikł po tym jak Matt się z nim przywitał, więc mogłam teraz im to powiedzieć.
-To i tak Kathe nic by nie zmieniło. Przed chwilą można było zauważyć, że masz w dupie kim on jest, i wcale go się nie boisz.-powiedział patrząc na mnie
-Po tych kłótniach, i tak pewnie teraz będziecie się omijać.-odezwała się Nicole
-Przez parę dni, może i tak ale później Justin wymięknie.-powiedział Matt.
-O co ci chodzi?-zapytałam
-Wiesz, Justin nie lubi spokojnych dziewczynek, które boją się wyjść z domu bez pozwolenia rodziców. Ty jesteś ładna i zadziorna, więc na pewno wpadłaś mu w oko.-powiedział Matt, a ja stałam tam nie wiedząc co powiedzieć. Ale w końcu coś wymyśliłam.
-Nie siedzimy w jego głowie, czyli też nie wiemy co myśli. Więc to są tylko twoje przypuszczenia.-powiedziałam
-Może i masz racje. Dobra my już musimy jechać, cześć Kathe.-powiedział a Nicol podeszła do mnie przytulając mnie, również ją przytuliłam. Oderwała się ode mnie i wsiadła do samochodu Matta, machając mi jeszcze przy tym. Po chwili jego samochód zniknął za pierwszym zakrętem, a ja poszłam w kierunku domu. Jestem pewna że Matt się myli. Może i Justin jest przystojny, ale jest też denerwujący, i na dodatek jest gangsterem którego wszyscy się boją, ale ja o dziwo się go nie boje.

_____________________________________
I jest kolejny rozdział. Miłego czytania ludzie.