sobota, 1 sierpnia 2015

Rozdział 34: Mamy robotę...

Kathe POV'

Po raz kolejny w pokoju rozbrzmiała ta sama melodyjka.

Mruknęłam i wtuliłam się mocniej w ciało leżące obok mnie.

Kiedy mój mózg po woli zaczął się przebudzać dotarło do mnie, że dzwoni mój telefon.

Wyplątałam się z objęć Justina i i podniosłam szybko z łóżka, nie zwracając uwagi na to, że jestem naga.

Rozejrzałam się po pokoju, szukając swoich spodni.

Kiedy wreszcie je znalazłam, wyjęłam z nich telefon.

Na wyświetlaczu pojawił się numer mojej mamy.

Cholera, nie wysłałam jej żadnej wiadomości, że nie wracam na noc.

Szybko wymyśliłam sobie historyjkę w głowie, którą mogłabym powiedzieć i przesunęłam po ekranie placem i przyłożyłam telefon do ucha.

-Halo.-mruknełam.

-No nareszcie odebrałaś.

-Przepraszam, nie słyszałam.

-Gdzie ty jesteś Kathe?-zapytała oschle.

-U koleżanki.-odpowiedziałam

-Jakiej koleżanki?

-Nie znasz mamo. Rzucił ją chłopak i załamała się, i prosiła abym przyjechała razem z Nicol.-odpowiedziałam

-Nicol też tam jest?

-Tak. Teraz właśnie w łazience. Nie długo wrócę. A ty jesteś w pracy?

-Teraz kiedy odebrałaś, mam zamiar się do niej wybrać.

-Dobrze, mamo. Pa.

-Pa.-odpowiedziała i rozłączyła się

Obróciłam się i zobaczyłam Justina, który zamiast spać wpatrywał się we mnie uśmiechnięty z rękami pod głową.

-No co?-zapytałam

-U koleżanki?-uśmiechnął się drwiąco.-Wyglądasz nie zwykle kusząco.-uśmiechnął się szeroko.

Wróciłam na swoje wcześniejsze miejsce i wtuliłam się do Justina.

-Zmarzłaś.-potarł moje plecy.

-Może troszeczkę.

-Jestem pewny, że ja znalazł bym jakiś sposób, aby cię rozgrzać.-pocałowałam moją szyje.

-Jestem tego świadoma.-zachichotałam.

-Co powiedziała twoja mama?-zapytał i odsunął się lekko

Ułożyłam policzek na jego torsie i objęłam go ramieniem dookoła bioder.

-Nic. Pytała gdzie jestem. Musiałam coś wymyślać. Chciałabym im o tobie powiedzieć.-kreśliłam drugą ręką różne wzory na jego torsie.

-Więc dlaczego nie powiesz?-pogładził mnie po plecach.

-Bo zajmujesz się czym zajmujesz. A moja mama mimo, że Cię nie zna już kiedyś powiedziała że mam trzymać się od Ciebie i twoich kolegów z daleka. I boję się, że jeśli dowiedzą się, że jesteśmy razem zabronią mi się z tobą spotykać.-mruknełam i pocałowałam go w klatkę piersiową.

-A ty byś ich posłuchała?

-Nie.

-Więc w czym problem?-zapytał

-Wtedy zaczęli by mnie kontrolować, a teraz niczego się nie domyślają.-odpowiedziałam.

-Może i masz racje. -pocałował mnie w czoło.

-Kocham Cię.-westchnęłam.

-Ja ciebie też.

-Jak się czujesz?-zapytałam

-Dobrze, nawet bardzo dobrze.-uśmiechnął się łobuzersko.

-Naprawdę?- podniosłam na niego wzrok

-Mhm, najwidoczniej obecność pewnej dziewczyny dobrze na mnie wpływa. Jest idealna. Jestem pewny, że wszyscy faceci na tym całym pieprzonym świecie zazdroszczą mi, że ją mam. Jest dla mnie dobra, rozumie mnie i akceptuje mnie razem z wszystkimi moimi humorkami i wadami. Jest trochę pyskata, ale da się znieść. Stara się mną opiekować, co akurat jest moją robotą. Jest o mnie zazdrosna, mimo że tylko nią jestem zainteresowany. Siedziała przy mnie każdej nocy w szpitalu, nie opuszczając mnie nawet na chwilę. Nie wyobrażam sobie, co by się stało, jeśli bym ją stracił. Kocham ją i ona podobno mnie też. Jestem w stanie oddać za nią życie.-powiedział a z moich oczu wypłynęły łzy.

-Jesteś kochany.

-Hola, holaaa... Kto powiedział, że mówię o tobie?-podniósł do góry ręce.

-Nie bądź, dupkiem Bieber i nie psuj chwili.-wydęłam dolną wargę.

-Okay, okay. Chodź tu do mnie.-mruknął i przyciągnął mnie bliżej siebie.

-Naprawdę, kocham Cię cholernie mocno.-wyszeptał mi do ucha.

-Ja Ciebie też.-oparłam podbródek na jego klatce piersiowej i spojrzałam na niego.

-Co?-uśmiechnął się.

-Jesteś idealny.-mruknełam

-Wiem.-uśmiechnął się szeroko.

-I skromny.-przewróciłam oczami.

-Ale mnie kochasz.-nachylił się i pocałował mnie w usta.

-Mhm.-mruknełam nie przerywając pocałunku.

Obrócił nas tak, że leżałam pod nim a on zadowolony zawisł nade mną.

-I co teraz skarbie?-wyszeptał mi do ucha.

-Nic.

Chwycił moje dłonie i przytrzymał je po bokach mojej głowy.

Zaczął całować moją szyje i ponownie wrócił do ust.

-Musisz iść?-zapytał

-Tak, jeszcze chwilę mogę zostać, ale potem muszę naprawdę iść.-odpowiedziałam

-Okay. Weźmiesz ze mną prysznic?-podniósł głowę i spojrzał prosto w moje oczy wydymając dolną wargę i mrugając parę razy oczami.

Zachichotałam.

-I jak ja mam ci odmówić?-uśmiechnęłam się.

-Nie da się, skarbie.-odsunął kołdrę i chwycił mnie pod kolanami i w pasie i podniósł do góry wstając po woli z łóżka.

Pisnęłam, a on tylko się zaśmiał.

-Idziemy myju.-uśmiechnął się szeroko i wniósł mnie do łazienki.

Postawił mnie dopiero na płytkach w łazience i otworzył kabinę aby odkręcić wodę.

Przytrzymał mnie w pasie i pomógł wejść do kabiny.

Zamknął za nami i wyszczerzył się.

-Trzeba Cię umyć.-chwycił gąbkę i wylał na nią trochę żelu pod prysznic.



Po tym jak umyliśmy się na wzajem, wyszliśmy z kabiny i wytarliśmy się w ręczniki.

Ubrałam na siebie wczorajsze ubrania i zeszłam na dół do Justina, który uparł się, że pójdzie zrobić śniadanie, mimo iż nie byłam głodna.

Zeszłam na dół a po salonie rozniósł się zapach jajecznicy.

Weszłam do kuchni i uśmiechnęłam się na sam widok Justina przy kuchence.

W mojej głowie od razu odtworzył się widok, Justina kiedy tańczył i śpiewał nie tak dawno w mojej kuchni.

Mój uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej.

Zachichotałam.

Chłopak obrócił się w moją stronę i uśmiechnął.

-Co cię tak śmieszy, Jones?-podniósł do góry lewą brew.

-Nie powinieneś jeszcze śpiewać i tańczyć?-po raz kolejny zachichotałam

-Masz jeszcze ten filmik?-zapytał

-Oczywiście!-uśmiechnęłam się szeroko

Pokręcił rozbawiony głową i podał mi talerz z jajecznicą.

Usiadłam na stołku obok wyspy kuchennej i zaczęłam jeść.






Justin POV'


Po tym jak Kathe poszła do domu, zabrałem się za sprzątanie lampek i naczyń z ogrodu.

Telefon w mojej kieszeni zaczął wibrować.

Wyciągnąłem go a na ekranie pojawiło się imię "MATT"

Westchnąłem, przejechałem palcem po ekranie i przyłożyłem telefon do ucha.

-Co tam, stary?-zapytałem

-Siema. Mógłbym dzisiaj wpaść do mnie. Mamy robotę do zrobienia.

-No nareszcie. Już myślałem, że się kurwa nie doczekam.-warknąłem

-Wyluzuj, Bieber. Musimy się spotkać i wszystko ustalić. O 21 wszyscy u mnie, okay?

-Spoko.

-Twoi starzy kumple, oferują nam pomoc, ale dzisiaj spróbujemy załatwić to sami.

-Świetnie.-odpowiedziałem

-Do zobaczenia.

-Ta, do zobaczenia.-rozłączyłem się.

Zapowiada się interesujący wieczór.

______________________________
Przepraszam, że dzisiaj taki krótki.
Chciałam to właśnie skoczyć w tym oto miejscu
Komentujcie rozdziały proszę, bo naprawdę ma to dla mnie duże znaczenie, i wiem dzięki temu czy wam się podoba.
Tak jak mówiłam, gdyby komentarzy było chociaż w 1/3 tyle co wyświetleń w jeden dzień byłabym prze szczęśliwa.
Są wakacje i chciałam was zmotywować do tego abyście komentowali, bo jeśli będzie dużo komentarzy mogę wtedy wstawić rozdział w każdej chwili. W roku szkolnym nie będę miała już takiej możliwości, i kto wie czy rozdziały nie będą pojawiać się nawet w większych odstępach niż do tej pory. W tej chwili piszę AYB dla mniej więcej 15 osób, które komentują.Więc misie korzystajcie, puki możecie. :)))

Mam nadzieje, że nie zabijecie mnie z czasem za to co będzie się działo w rozdziałach. :)

DO NASTĘPNEGO ! :)


DRUGIE FF: ONE LIFE
Kontakt:
TWITTER: @allyourbabyx
ASK:FM @allyoursbabyx



CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ !

SONDA! INFORMACJA!

A więc kochani! 
"ALL YOURS BABY" jest nominowany do bloga miesiąca LIPIEC.
Bardzo Proszę aby każdy kto to przeczyta zagłosował.
Nie zajmuje to wiele czasu, nie musicie podawać żadnych informacji. 
Wystarczy że wybierzecie blog i zagłosujecie.
Oczywiście nie naciskam, każdy ma prawo do swoich decyzji i może głosować na co chce ;)
Tutaj macie link do sondy:


Rozdział 34 powinien pojawić się jeszcze dzisiaj, więc wyczekujcie. :)))
Teraz zacznie dziać się dość sporo, mam już plany na dobre 10 rozdziałów. :)))
I zapraszam na moje drugie fanfiction: ONE LIFE
 

niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział 33: Zwariowałeś?

+18 (czytasz na własną odpowiedzialność)

Kathe POV'

* Tydzień później *
Justin 2 dni temu wyszedł ze szpitala, a dzień później po swoim wypisie, załatwiał już z chłopakami swoje sprawy.
Mimo, że mówiłam mu iż powinien się oszczędzać on twierdzi, że czuje się świetnie i wszystko jest ok.
Rodzice wreszcie kupili mi samochód i to jest ten ich 'prezent rekompensujący'.
Mój telefon na wyspie kuchennej za wibrował.
Wytarłam mokre ręce w ściereczkę i podeszłam do telefonu.
Odblokowałam go a na wyświetlaczu ukazała się wiadomość od mojego upartego chłopaka.

Od: Justin
Możesz do mnie wpaść? X

Zmarszczyłam brwi, i wystukałam odpowiedz.

Do: Justin
Teraz?

Nie musiałam długo czekać na odpowiedz.

Od: Justin
Tak Teraz. ;)
Drzwi będą otwarte. X

Odpisałam tylko krótkie 'okay' i wyszłam z kuchni zabierając ze sobą telefon.
Założyłam na nogi buty i chwyciłam klucze, zamykając za sobą drzwi.
Przeszłam szybko przez ulicę i weszłam bez pukania do domu Justina.
-Jestem!-krzyknęłam ale nie dostałam żadnej odpowiedzi.
Rozejrzałam się,ale nic nie zauważyłam.
W mojej głowie, zaczęły tworzyć się różne scenariusze.
A co jeśli coś mu się stało? W końcu nie dawno wyszedł ze szpitala.
-Justin!-krzyknęłam jeszcze raz i miałam wchodzić już po schodach na górę kiedy czyjaś ręką zacisnęła się na moim ramieniu i zostałam obrócona przodem do chłopaka.
-Zwariowałeś? Chcesz, żeby dostałą zawału?-zmrużyłam oczy.-Myślałam, że coś ci się stało, a ty mnie tu jeszcze straszysz.-syknęłam.
Bez żadnych ostrzeżeń, wpił się mocno w moje wargi.
Oddałam każdy pocałunek.
Odsunął się po chwili i uśmiechnął.
-Za dużo mówisz, skarbie. Chodź.-zaśmiał się i pociągnął mnie za rękę na tył domu do ogrodu.-Poczekaj. -zatrzymał się parę kroków przed drzwiami tarasowymi.-Zamknij oczy.-uśmiechnął się.
Spojrzałam na niego zmieszana.
-Ufasz mi?-zapytał
-Oczywiście, że tak.-opowiedziałam bez zastanowienia.
-W takim razie, zamknij oczy.-uśmiechnął się.
Westchnęłam, ale zamknęłam oczy.
-Grzeczna dziewczynka.-pocałował mnie w czoło.-Nie otwieraj, puki ci nie powiem. Rozumiesz?-zapytał
-Tak.-odpowiedziałam i oblizałam zaschnięte wargi.
Złapał mnie za dłoń i stanął za mną, obejmując mnie drugą ręką w tali, tak abym się nie wywróciła.
Czułam pod nogami, jak powierzchnia zaczyna się zmieniać.
Z twardych paneli, weszliśmy na coś dość miękkiego, co mogło być trawą.
-Otwórz.-mruknął mi do ucha i przygryzł jego płatek.
Otworzyłam powoli powieki i stanęłam jak słup.
Przede mną na środku ogrodu stał niewielki stół z jedzeniem oraz krzesła.
Ogród był oświetlony lampkami, co dawało idealny efekt, ponieważ na dworze robiło się coraz ciemniej.
Przed stołem były rozsypane płatki róż.
-Wow! Sam to przygotowałeś?-zapytałam i obróciłam się w jego ramionach, tak aby stanąć z nim twarzą w twarz.
-Wątpisz w moje zdolności?-udał urażonego
-Nie skąd.... Po prostu... kto by pomyślał, że Justin Bieber potrafi był... romantyczny.-zachichotałam
-A jednak.-zaśmiał się.-Podoba Ci się?-uśmiechnął się niewinnie.
-Bardzo.-odpowiedziałam i pocałowałam go w usta.
-Chodźmy jeść, bo stygnie.-złapał mnie za rękę i puścił ją dopiero przy stoliku, aby odsunąć mi krzesło.
-Dziękuje.-zachichotałam.
-Proszę.-uśmiechnął się szeroko i usiadł na swoim miejscu.-Wina?-zapytał
-Poproszę.-uśmiechnęłam się


-Justin?-zapytałam przełykając ostatni kęs ryby.
-hmm?-podniósł na mnie wzrok.
-Z jakiej to okazji?-uśmiechnęłam się lekko.
Chłopak oblizał usta.
-Skończyłaś?-zapytała patrząc na mój talerz.
-Tak.-odpowiedziałam
-To dobrze.-podniósł się ze swojego miejsca i podszedł do mnie.-Planowałem, aby ten dzień wyglądał inaczej, ale sprawy potoczyły się tak jak potoczyły.-uśmiechnął się lekko i wyjął z kieszeni pudełeczko.
-Wszystkiego Najlepszego z Okazji 18 urodzin, skarbie.-podał mi pudełeczko.
Chwyciłam je i otworzyłam.
W środku znajdował się złoty wisiorek z zawieszką serduszka a na nim wygrawerowane literki K i J splecione ze sobą.
-Justin to jest...śliczne.-wstałam z krzesła i przytuliłam się do niego mocno.
-Wszystko co najlepsze dla mojej księżniczki.-pocałował mnie w głowę.-Pomogę ci to założyć.-wyjął naszyjnik z mojej dłoni i odsunął się zgarniając włosy z mojego karku.
Zapiął naszyjnik i zaraz potem wpił się mocno w moje wargi.
Kiedy tylko nasze wargi się połączyły w moim ciele wybuchło... pożądanie?
Oddawałam każdy pocałunek z tą samą żarliwością
Justin złapał moje pośladki i podniósł mnie do góry.
Oplotłam go nogami wokół bioder.
Chłopak zacząć stawać powolne kroki w kierunku domu, nie przestając mnie całować.
Po woli "wczołgaliśmy" się po schodach do góry a kiedy znaleźliśmy się w jego pokoju, rzucił mną o łóżko.
Zaczął całował mnie po szyj i zjeżdżał z pocałunkami coraz niżej, a kiedy natrafił na przeszkodę w postaci mojej bluzki, chwycił za jej brzegi i zdjął przez moją głowę.
Chwyciłam jego T-shirt i również go zdjęłam.
Kiedy jego palce powędrowały do guzika moich spodni w mojej głowie pojawiło się coś w rodzaju przypomnienia.
-Justin...nie.-odsunęłam się lekko.
-Co się stało?-zapytał i podrapał się po karku zdezorientowany.
-Byłeś postrzelony, nie dawno wypuścili cię ze szpitala.-mruknęłam.
-Uwierz, kochanie czuje się dobrze. Bardzo Dobrze. Nie zrobisz mi krzywdy, jeśli o to ci chodzi.-zaczął ponownie całować moją szyje.
-Ale...
-Jest dobrze... ciii.-uciszył mnie mocnym pocałunkiem w usta i zjechał ponownie swoimi palcami do guzika moich spodni ale tym razem nie zatrzymałam go.
Zdjął powoli moje spodnie, a ja zrobiłam to samo z jego zsuwając je piętami z jego pośladków.
Zjechał pocałunkami do miseczki stanika, i lekko ją odgiął.
Moje plecy wygięły się w łuk kiedy jego usta zacisnęły się na brodawce.
Wciągnęłam głośno powietrze, a moje gardło co chwile opuszczały ciche jęki.
Odsunął się na chwilę i zdjął całkowicie swoje spodnie, buty oraz skarpetki po czym powrócił do wcześniejszej czynności.
Wsunął lewą dłoń pod moje plecy i rozpiął stanik i rzucił go zaraz obok swoich spodni.
Poświęcił tyle samo uwagi drugiej piersi i leciutko ją przygryzł nie przestając ssać a z mojego gardła wydobył się głośny jęk.
-Jęcz, kochanie chce cię słyszeć.-mruknął i zjechał pocałunkami jeszcze niżej.
Zsunął kciukami moje majtki i rzucił je gdzieś w kąt pokoju.
Rozsunął lekko moje nogi i zanim mój mózg zdążył zarejestrować co się dzieje, Justin uklęknął pomiędzy moimi nogami i zaczął całować,ssać i lizać moją łechtaczkę.
-Justin...-westchnęłam i zacisnęłam ręce na brzegach łóżka.
Wsunął po woli we mnie dwa palce i zaczął poruszać nimi dalej nie przestając robić tego co robił wcześniej.
-Bożeee.-mruknęłam i wygięłam plecy w łuk kiedy czułam, że jestem blisko.
-Wystarczy Justin, skarbie-mruknął w moją łechtaczkę i zaprzestał swoich czynności.
Zdjął swoje bokserki i uwolnił swoją męskość.
Odsunął się i podniósł aby ponownie złączyć nasze usta.
Skorzystałam z okazji i obróciłam nas tak, że teraz ja byłam nad nim.
Czas się przełamać... On robi to co mi robi, więc ja też mogę spróbować.
Złapałam jego męskość w rękę i zaczęłam nią poruszać w górę i w dół.
Justin syknął i przymknął oczy.
Raz się żyje.
Nachyliłam się i wzięłam go do ust.
Przesuwałam językiem po czubku i wzięłam go głębiej.
-Kurwa.-jęknął i wybuchnął biodra w moją stronę, wpychając go jeszcze głębiej.
Wycofałam się i ponownie wzięłam go do buzi nie przestając używać przy tym języka.
-Ja pierdole.-wymruczał
Zaczęłam poruszać buzią szybciej, co jakiś czas go wyjmując.
-Skarbie, zaraz...-chciał mnie odsunąć ale go powstrzymałam.
Odsłoniłam leciutko zęby i przejechałam nimi po nim co doprowadziło go do obłędu.
-O kurwa mać.-szepnął i poczułam słonawą substancje w mojej buzi.
Połknęłam ją i odsunęłam się od Justina.
-To...to było, wow.-mruknął.-Robiłaś to już kiedyś?-zapytał i ponownie znalazł się nade mną.
-Nie.-odpowiedziałam nie pewnie.
-To dobrze. Byłaś nie samowita, nigdy nie powiedział bym że to twój pierwszy raz. -uśmiechnął się łobuzersko i przyssał się do moich ust.
Otarł się o moją kobiecość a z naszych gardeł wydobyły się pomruki zadowolenia.
Sięgnęłam po jego przyjaciela ręką, nadal nie przestając całować Justina.
Zaczęłam poruszać powoli ręką na wciąż jego twardym przyjacielu.
Nawet nie wiem skąd dzisiaj u mnie ta śmiałość.
Justin wyjął z szafki małą kwadratową paczuszkę i zwinnie ją otworzył.
Założył prezerwatywę.
-Opleć mnie nogami, mała.-mruknął mi do ucha a ja zrobiłam to o co mnie prosił.
Wszedł we mnie powoli.
Jęknęłam i wypchnęłam biodra w jego stronę.
Zaczął poruszać się coraz szybciej, całując przy tym moją szyję i piersi a ja wplątałam palce w jego włosy lekko za nie ciągnąc.
-Tak cholernie Cię kocham.-wymruczał a ja mogłam usłyszeć jego szybki urywany oddech tuż przy moim uchu.
-Ja Ciebie też.-przygryzłam wargę i wbiłam paznokcie w jego łopatki kiedy przyśpieszył jeszcze bardziej od czasu do czasu wykonując biodrami kuliste ruchy.
-Justin.-westchnęłam i przymknęłam oczy.
Pocałował mnie mocno, nadal nie zaprzestając swoich ruchów.
Mięśnie w moim podbrzuszu zacisnęły się a z mojego gardła wydobył się głośny jęk a zaraz potem wykrzyczane imię mojego chłopaka.
-Kathe, kurwa mać.-syknął i przygryzł skórę na mojej szyj i doszedł zaraz po mnie.
Opadł na mnie i wtulił głowę w moją szyję.
Leżeliśmy tak chwilę, starając się unormować nasze oddechy.
To było... aż brak mi słów.
Justin wysunął się ze mnie powoli i wyrzucił zużytą prezerwatywę.
Przykrył nas kołdrą i mocno przytulił mnie do swojego torsu.
-Proszę nie zostawiaj mnie, nigdy.-wymruczał w moje włosy i pocałował moją głowę.
-Nie zostawię, za bardzo Cię kocham.-pocałowałam jego pierś i oparłam na niej policzek wtulając się mocno w mojego cudownego chłopaka.



__________________________________
SIEMKA :)
  Dzisiaj trochę Jathe i Kustina :) Dziwnie to brzmi ;)
  Proszę komentujcie rozdziały, bo to ma się ni jak w porównaniu do wyświetleń. 
Może być to coś banalnego, byle byście komentowali. Wtedy wiem, czy rozdział wam się podoba czy też nie i oczywiście ile osób to wszystko w ogóle czyta.
Macie wpływ na to kiedy pojawia się następny rozdział. 
DO NASTĘPNEGO


DRUGIE FF: ONE LIFE
Kontakt:
TWITTER: @allyourbabyx
ASK:FM @allyoursbabyx


CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ !

niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 32: Skurwiel...

Kathe POV'
Właśnie przechodziłam przez drzwi szpitalne, ponieważ wczoraj wieczorem zostałam zmuszona do wrócenia do domu.
Po pierwsze Justin, praktycznie wygonił mnie siłą, mówiąc, że wreszcie muszę odpocząć i wyspać się w normalnym łóżku i wziąć prawdziwy prysznic, tak żebym chodź trochę się zrelaksowała.
Mimo, że się obudził, ja nadal byłam spięta.
Po Drugie: Moi rodzice wczoraj wrócili do domu i dzwonili do mnie jakieś pięć razy, pytając dlaczego nie ma mnie w domu, więc musiałam wrócić. Ale gdyby nie namowy Justina, jestem przekonana, że wymyśliła bym coś i została w szpitalu.
Wjechałam windą na 7 piętro i wyjęłam z torby fartuch podchodząc do drzwi sali 79.
Na mojej twarzy pojawił się wcale nie mały szok, kiedy zostałam pustą salę.
-Przepraszam.-zatrzymałam pielęgniarkę, która akurat przechodziła.
-Słucham?-podniosła brwi wyczekująco.
-Gdzie jest pacjent, który leżał w sali 79, Justin Bieber?-zapytałam
-Został przeniesiony o piętro niżej. Nie wiem do której dokładnie sali, musi zapytać pani kogoś stamtąd.
-Rozumiem, dziękuje.-odpowiedziałam i wyszłam z oddziału, wsiadając z powrotem do windy.
Kiedy wysiadłam, schowałam fartuch do torby, kiedy tylko zorientowałam się że ludzie tutaj poruszają się bez nich.
Uśmiechnęłam się, zdając sobie sprawę, że skoro leży tutaj Justin musi być z nim coraz lepiej i powoli wraca do zdrowia.
-W której sali, leży Justin Bieber?-zapytałam pielęgniarki za biurkiem.
Kobieta spojrzała na mnie kątem oka i wystukała coś w komputerze.
-Sala 69.-mruknęła na odczepne.
Odeszłam chichocząc pod nosem.
Przydzielili mu sale z interesującym numerem.-pomyślałam
Weszłam do sali i uśmiechnęłam się kiedy zauważyłam Justina leżacego na łóżku i oglądającego coś w telewizji.
-Hej.-uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło.
-Nie takiego przywitania, się spodziewałem.-mruknął niezadowolony i wpił się w moje usta.
Oddałam każdy pocałunek, a kiedy już się od siebie oderwaliśmy usiadłam na krześle obok łóżka.
Rozejrzałam się po sali i zauważyłam, że ta różniła się od tamtej do góry.
Ta miała telewizor, i kanapę znajdującą się przed łóżkiem na przeciwko telewizora.
-Jak się czujesz?-zapytałam i uśmiechnęłam się lekko
-Dobrze.-wzruszył ramionami
Drzwi od sali otworzyły się ukazując młodą pielęgniarkę.
Dziewczyna mogła mieć około 24 lat nie więcej.
Pielęgniarka, weszła do sali i uśmiechnęła się słodko do Justina.
Zmarszczyłam brwi.
-Jak się Pan czuje Panie Bieber?-zamrugała parę razy
-Ok.-mruknął
-W razie gdyby czegoś pan potrzebował, wystarczy zawołać. Zawsze z chęcią pomogę.-uśmiechnęła się i mrugnęła do niego okiem.
Co to do cholery ma być?
-Nie przeszkadzam Pani?-warknęłam
Kobieta obróciła się w moją stronę z sztucznym uśmiechem.
-Nie, już wychodzę. Do zobaczenia, Panie Bieber.-uśmiechnęła się do niego jeszcze raz.
Wciągnęłam głośno powietrze do płuc i popatrzyłam na nią złowrogo.
Kochaniutka, ten tutaj jest zajęty.-pomyślałam
Spojrzała jeszcze raz na Justina i wyszła.
-Zdzira.-mruknęłam pod nosem i obróciłam się w stronę Justina, który uśmiechał się zadowolony.-Co?-mruknęłam
-Jesteś zazdrosna, skarbie?-zapytał nadal się uśmiechając.
-Nie.-prychnęłam i przewróciłam oczami.
-Na pewno? Bo jestem pewny, że zabijałaś tą pielęgniarkę wzrokiem, jeszcze sekundę temu.-uśmiechnął się szeroko
-Nie prawda.
-Prawda.
-Nie
-Tak
-Nie
-Tak
-Nie
-Cokolwiek pomoże ci zasnąć, skarbie. -zaśmiał się
-Nawet jeśli, to mam o co.-mruknęłam
-Czyli przyznajesz, że jesteś o mnie zazdrosna?-zapytał
-Niech Ci będzie.-przewróciłam oczami.
-A czy dałem ci kiedykolwiek powód do tego?-chwycił moją dłoń.
-yyy...nie.
-No właśnie.-mrugnął okiem
Po sali rozniósł się dźwięk mojego telefonu.
Westchnęłam i wyjęłam telefon z torby.
-Halo.-odebrałam nie patrząc na wyświetlacz
-Hej. Gdzie jest Justin? Nie ma go w sali 79.-w słuchawce rozniósł się głos mojej przyjaciółki.
-Tak, wiem. Jest na 6 piętrze. Sala 69.-uśmiechnęłam się patrząc na Justina a już po chwili w słuchawce rozniósł się głośny śmiech przyjaciółki.
-69?-zapytała chichocząc.
-Dokładnie tak.
-Ciekawe. Do zobaczenia za chwilę.-zaśmiała się jeszcze raz i rozłączyła.
-Będziesz miał gości.-uśmiechnęłam się i wstałam z krzesła aby odłożyć torbę którą miałam ze sobą, gdzieś na bok.
Chciałam usiąść z powrotem na krześle, ale Justin pociągnął mnie na łóżko.
-Chodź tu.-uśmiechnął się łobuzersko i przyciągnął mnie blisko siebie.
Ułożyłam się delikatnie na łóżku i zaczęłam bawić się jego palcami.
-Kocham Cię.-powiedziałam odwracając twarz ku jego.
-Ja Ciebie też.-złożył szybki pocałunek na moich ustach i odsunął się.
-Dobry, ludzie!-krzyknął Luke i wszedł do sali a za nim reszta.
-Kurwa, stary nie drzyj się tak.-syknął Justin
-Sorry.-zaśmiał się i podniósł ręce w geście obronnym.
-Umieścili cię w tej sali z jakiś konkretnych obserwacji, Bieber?-zaśmiał się Matt a reszta mu zawtórowała
-No jasne. Z powodu obserwacji moich dolnych części ciała.-zaśmiał się a ja prychnęłam -Coś nie tak skarbie? Jakoś wcześniej nie narzekałaś.-powiedział a wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Justin!-skarciłam go i zakryłam twarz włosami, pewna że właśnie jestem cała czerwona.
-Nie chowaj się, księżniczko.-mruknął mi do ucha
-Jesteście słodcy.-zapiszczała Lilly, a Nicol pokiwała głową.
-Nie że coś Bieber, ale mecz jest za chwilę. Gra Toronto.-stwierdził Scott
-Na co czekasz, trzymaj.-Justin rzucił pilotem w jego stronę, a on w ostatniej chwili go złapał.
Przełączyli na jakiś kanał i usiedli na kanapie przed łóżkiem.
Matt wciągnął na kolana Nicol a Danny Lilly.
Wstałam na chwilę z łóżka i schyliłam się do torby aby schować telefon, który nadal znajdował się w mojej ręce.
-Kurwa Mać.-jęknął Justin a ja obróciłam się szybko, aby zobaczyć co się dzieje.
Reszta przed kanapą, również obróciła się i popatrzyła na Justina a potem na mnie.
-Oglądacie, jest ok.-powiedział Justin i wciągnął głośno powietrze do płuc.
Zmarszczyłam brwi, przyglądając mu się dokładnie.
Prawą nogę miał podgiętą w kolanie, a dolna warga była przygryzana przez zęby.
-Co się stało?-zapytałam kładąc się po woli obok niego.
Justin wyprostował nogi a pod kołdrą było widać sporych rozmiarów wybrzuszenie.
Wybuchłam głośnym śmiechem, a grupka na kanapie ponownie obróciła się w naszą stronę.
Justin z powrotem podgiął nogę aby nikt nie widział jego 'problemu'.
-To nie jesz śmieszne, Kathe.-mruknął mi do ucha i przygryzł jego płatek, przez co od razu umilkłam, kiedy jego ruch odbił się gdzieś głęboko we mnie.-Tak na mnie działasz. Po prostu nie schylaj się w ten sposób, kiedy jestem w szpitalu i nic nie mogę z tym zrobić.-mruknął i wsunął rękę pod moją bluzkę kierując się w stronę prawej piersi.
-Justin...-westchnęłam, próbując go jakoś powstrzymać, ale zabrzmiało to bardziej jak bym tego potrzebowała.
Cholera, nie oszukujmy się, tęskniłam za jego dotykiem. Za nim całym.
-Nawet sobie nie wyobrażasz, co bym z tobą zrobił, gdyby nie było tu tych idiotów i nie znajdowalibyśmy się tu gdzie się znajdujemy.-musnął moją szyję, swoimi wargami.
A ja wciągnęłam powietrze do płuc.
Ścisnął moją pierś i zaczął całować mnie po szyj.
-Przestań...-mruknęłam i poruszyłam się próbując wydostać się z jego uścisku, przez co otarłam się o jego 'przyjaciela'.
Jęknął mi prosto do ucha a ja przygryzłam wargę.
-Nie jesteśmy sami.-powiedziałam cicho.
-Wiem, skarbie, wiem.-przygryzł skórę na mojej szyj i zaczął ją ssać i całować.
Zacisnęłam mocno powieki i wargi, starając się aby żaden niechciany jedno znaczny odgłos nie wydobył się z mojego gardła.
Po chwili odsunął się ode mnie a ja otworzyłam oczy.
Justin uśmiechnął się do mnie szeroko i oblizał wargi.
Przełknęłam głośno ślinę i złożyłam mały pocałunek na jego pełnych, malinowych wargach.
Oparłam głowę o jego ramię, a on pocałował mnie w czubek głowy.


Leżałam i przyglądałam się meczowi koszykówki, który właśnie leciał w telewizji.
Od czasu do czasu wybuchaliśmy z dziewczynami głośnym śmiechem kiedy chłopaki buczeli nie zadowoleni i klneli pod nosem albo piszczeli i krzyczeli zadowoleni jak tylko Toronto zdobywali punkty.
-Co to do cholery ma być?!-krzyknął Ryan, kiedy jeden z zawodników Toronto został popchnięty przez przeciwnika.
-Skurwiel.-syknął Justin.
Wciągnęłam wargi do środka powstrzymując się od śmiechu.
-Prawidłowo, ukarać skurwiela!-krzyknął Justin kiedy sędzia pokazał coś graczowi.
Oparłam głowę o poduszkę za mną i wpatrzyłam się w sufit.
Przymknęłam oczy i od razu przed nimi ukazał mi się obraz Justina leżącego w szpitalu po operacji.
Pokręciłam głową i otworzyłam oczy.
Nie wyobrażam sobie swojego życia, jeśli coś by mu się stało.
Wtuliłam się w zagięcie po między jego ramieniem a szyją.
-Co się stało?-mruknął i potarł pocieszająco moje plecy.
-Nic.-mruknęłam i pocałowałam go w szyje.
Chłopak westchnął cicho, pocałował mnie w głowę i przytulając mnie bardziej, wrócił do oglądania telewizji.


_________________________________________________________
Cześć :)
Mam nadzieje, że rozdział wam się spodoba :)
Pamiętajcie aby pozostawić po sobie jakiś ślad w postaci komentarza :)
Blog przekroczył 70 tysięcy wyświetleń. 
Pamiętajcie, że macie wpływ na to kiedy pojawiają się rozdziały. 
To zależy od pozostawionych komentarzach i ich ilość i. :))) 
Trzeba was jakoś zachęcić do komentowania :)
DRUGIE FF: ONE LIFE
Kontakt:
TWITTER: @allyourbabyx
ASK:FM @allyoursbabyx
 #PerfectTogether :)))

CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ !